Przedsłowie
Niniejsza relacja składa się w zasadzie z kolejnych listów jakie słałem z Wenezueli do tych spośród moich znajomych, którzy otworzyli swoje skrzynki na mierzone w setkach kilobajtów potoki mojej grafomanii. Późniejsza korekta polegała w zasadzie na usunięciu bardziej pikantnych aluzji, poprawieniu nieskończonej ilości błędów ortograficznych oraz dodaniu kilku nazw geograficznych. Z góry chciałbym przeprosić za łamaną angielszczyznę jaką się miejscami posiłkuję. Czasami po prostu był to jedyny sposób na oddanie panującej atmosfery.
Wenezuela 2003
Bartt2005-09-15 10:58:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
Absolutna moc, adrenalina w czystej postaci.. Nie obraźcie się dziewczęta, ale to była jedna z najfajniejszych rzeczy jakie przeżyłem. Jeśli kiedykolwiek opowiadając o naszym spływie rok temu w Karelii użyłem słowa 'rafting', to teraz wycofuje się z tego wszystkimi czterema nogami...
Ale zacznijmy od początku. Aby zrealizować nasz rafting musieliśmy udać się do jednego z tysiąca biur trekkingowych w Meridzie. Wybór wbrew pozorom nie był jednak zbyt duży, gdyż jak się okazało cześć agencji wycofało się z tej atrakcji z uwagi na dość obfite opady i wysoki poziom wód w rzekach. Podobno było już kilka wypadków i nie chcieli ryzykować. Ta wiadomość tylko nas podkręciła. W końcu znaleźliśmy kolesi, którzy zdecydowali się wziąć trzech amatorów do swojej balii.
Po pięciu godzinach jazdy Land Cruserem po górskich serpentynach wylądowaliśmy po drogiej stronie pasma Andów w jakimś kompletnym zadupiu. Tu właśnie ci goście mieli swoja bazę. Dali nam papu (dobrze, ze się ograniczałem) i myk do rzeczki... Pierwszy dzień to było zaledwie 4 kilometry. 4 kilometry ostrej jazdy. Oczywiście wypadłem za burtę jako pierwszy, zaczęło mnie lekko wciągać, ale wyszedłem z tego cało. Nawet uratowałm wiosło! W sekundę znalazłem się 50 metrów od pontonu, lina spadla za daleko. Dobrze, ze przećwiczyłem zwieracze w górach :-)
Prawdziwa jazda zaczęła się następnego dnia, kiedy to mieliśmy do pokonania 12 km. Normalnie tą trasę robi się w 4h, ale my dzięki poziomowi wody przelecieliśmy w 2,5. Nie jestem takim mocarzem, żeby nawet próbować Wam opisywać w pełni tę jazdę. Wyobraźcie sobie ponton zapieprzający po progach mających czasami 2metry wysokości. Kiedy się takie progi nałożą na siebie wychodzi z tego całkiem niezłą wysokosc. Fale zalewają pokład i wrzeszczących na nim amatorów, adrenalina szumi w żyłach..
Zabawa skończyła się
...
Maciek, 2007-11-13 22:52:37
Zobacz zdjęcia:
Wenezuela
Wenezuela - wybierz obszar, który cię interesuje:














































kml, 2007-12-13 18:57:52