Przedsłowie
Niniejsza relacja składa się w zasadzie z kolejnych listów jakie słałem z Wenezueli do tych spośród moich znajomych, którzy otworzyli swoje skrzynki na mierzone w setkach kilobajtów potoki mojej grafomanii. Późniejsza korekta polegała w zasadzie na usunięciu bardziej pikantnych aluzji, poprawieniu nieskończonej ilości błędów ortograficznych oraz dodaniu kilku nazw geograficznych. Z góry chciałbym przeprosić za łamaną angielszczyznę jaką się miejscami posiłkuję. Czasami po prostu był to jedyny sposób na oddanie panującej atmosfery.
Wenezuela 2003
Bartt2005-09-15 10:58:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
jest przesuniecie granicy występowania roślin i zwierząt. My spotykaliśmy jeszcze skarłowaciale drzewa na wysokości 4500 mnpm. Życie w takich górach nie jest proste. Koncentruje się ono głownie wokół trasy transandyjskiej. Nigdy wcześniej nie jechałem taką drogą. Przyczepiona do skały nitka snuje się przez setki czy nawet tysiące kilometrów cudem trzymając się stromego zbocza. Często wygląda to tak, ze z samochodu nie widać ani dna kanionu, ani szczytu góry. To z powodu olbrzymiej stromizny i dużych wysokości. Ludzie którzy żyją wzdłuż trasy przypominają mi rozbitków na małych wysepkach. Z okien widzą gigantyczną przestrzeń, jednak poruszać się mogą tylko w obrębie malutkiej płaskiej skały przyczepionej do zbocza. Jadąc do Barinas czułem się trochę jak w bajce. W końcu Momo się porzygał i bajka się skończyła.Powrót na górę
Bartek.
Wtorek, Listopad 4, 2003
Status
Jeszcze kilka słów, co się dzieje. Jesteśmy w mieście Ciudad Bolivar, z okien hotelu widzimy Orinoko. Dziś szukamy jakiegoś taniego przelotu bądź wycieczki nad Salto Angel. Przybędę, zobaczę, zwyciężę.. Powrót na górę
B.
Wtorek, Listopad 4, 2003
Zatem.. Do dżungli!
Jutro wypadamy na 4 dni do Parku narodowego Canaima. 3 godziny jeepem, potem 30 minut awionetką, a dalej ok. 100km łodzią i w końu pieszo przez dżunglę do wodospadu Salto Angel. Takie są plany. Mamy chwilę w mieście, więc jeszcze trochę popiszę.
Ostatni weekend, jak wiecie spędziliśmy pod opieka Oskara i jego rodzinki. Mieliśmy fuksa, ze trafiliśmy na nich, mieliśmy podwójnego fuksa, ze trafiliśmy na weekend. W niedzielę Oskar zabrał nas do miejsca o nazwie Tobogan, gdzie rok wcześniej flagę zabił Sir Seb, młodzieniec o złotych włosach.
Sama miejscówka, trzeba przyznać nie dorastała do pięt rzece nad którą dzień wcześniej badaliśmy żaby. (Trzeba uczciwie dodać, ze
...
Maciek, 2007-11-13 22:52:37
Zobacz zdjęcia:
Wenezuela
Wenezuela - wybierz obszar, który cię interesuje:














































kml, 2007-12-13 18:57:52