• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28721
  • Porad: 18793
  • Postów: 115527
  • Tematów: 10544

Rzym 2000

BractwoRowerowe Wyświetlono: 555 razy 2005-09-15 10:36:37
  Ocena:2.83 (48 głosów)


KRÓTKIE SPRAWOZDANIE Z WYPRAWY KOLARSKIEJ
NA ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY W RZYMIE

Grupa P/1842 - czyli nasza - liczyła tylko sześciu ludzi. Jako że niektórzy z nich rowerową pielgrzymkę do Rzymu odbyli dwa lata temu, postanowiliśmy tym razem znaczną część drogi przebyć koleją i dzięki temu mieć więcej czasu na jeżdżenie po Włoszech. Przejechaliśmy zatem pociągami przez Rzeczpospolitą oraz, korzystając z niezwykle atrakcyjnej oferty biletu weekendowego, przez Niemcy. Podróż przez Rzeszę była bardzo wesoła, a to dlatego, że Niemcy również, i to tłumnie, jeżdżą na bilet weekendowy; co gorsza wielu z nich wozi rowery. Wsiadanie do zatłoczonych pociągów z sześcioma obładowanymi rowerami dostarczyło nam niezłej rozrywki z dreszczykiem emocji. Nic też dziwnego, że w końcu do jednego nie udało nam się wcisnąć i do bawarskiego Mittenwaldu przy granicy austriackiej dotarliśmy zaledwie osiem minut przed północą, kiedy to kończyła się ważność naszego biletu. A i tak zdążyliśmy odbyć krótką przejażdżkę po Monachium!

Potem ruszyliśmy rowerami na południe - przez Tyrol. Jego stolica - położony w wielkiej alpejskiej dolinie Innsbruck - to jedno z lepszych miast, które zwiedzaliśmy. Podjazd na przełęcz Brenner (1385 m n.p.m.) wszyscy przeszli zwycięsko, ale już następnego dnia dały się zauważyć niejakie różnice w przygotowaniu technicznym naszych pojazdów. Na przykład Mirosław już w Brixen wymienił tylnie koło. Marek z kolei (który miał świeżo kupiony rower, ale - jak bez trudu odgadywali włoscy mechanicy - w supermercato), przyjął inną taktykę. Wymieniał mianowicie koło po kawałku, w miarę jak pękały mu nowe szprychy. Po półtorej tysiąca kilometrów przemyśleń - już w powrotnej drodze - i tak kupił nowe. Dzięki tym dwóm rowerom prawie codziennie mieliśmy zapewniony dłuższy odpoczynek.

Z Tyrolem pożegnaliśmy się miłym akcentem, jakim była ewakuacja z noclegu w sadzie, kiedy to o poranku pojawił się nagle ciągnik opryskujący drzewa jakimś świństwem. Zwiedziwszy sławny z soboru Trydent wyjechaliśmy z Alp niesamowitym przełomem Adygi. W Weronie, po śniadanku postawionym nam przez panią, która akurat obchodziła dziewięćdziesiąte któreś urodziny, zobaczyliśmy starożytny teatr (lepiej zachowany od rzymskiego Koloseum) i wielkie gotyckie grobowce Scaligierich, którzy mieli dość dziwny zwyczaj nazywać samych siebie psami (np. "Dog Angielski", "Pies Senior", "Wielki Pies"). Nieprzebrany tłum spotkaliśmy jednak nie przy owych cennych zabytkach, lecz przy domu, w którym (zdaje się, że zanim jeszcze powstał) mieszkała niejaka Julia (która zresztą nie istniała).

Nizinę Padańską lepiej minąć jak najszybciej z kilku powodów: bo nieładnie pachnie, bo woda pitna jest tam obrzydliwa, bo jest tam dużo komarów...
Strona:  1, 2, 3, 4, 5


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje

WłochyChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju