• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

Grenlandia

geronimo Wyświetlono: 1214 razy 2003-11-07 10:32:38
  Ocena:3.33 (64 głosów)


Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy doszliśmy do moreny, na chwilę rozstąpiły się mgły. Poczułem wtedy ścisk w gardle. Potworna, tysiącmetrowa ściana do złudzenia przypominająca otwartą księgę pochylała się nad nami...
Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy doszliśmy do moreny, na chwilę rozstąpiły się mgły. Poczułem wtedy ścisk w gardle. Potworna, tysiącmetrowa ściana do złudzenia przypominająca otwartą księgę pochylała się nad nami. To tam zapragnęliśmy spisać nasz kolejny rozdział, a zatytułowaliśmy go "Planeta Spisek".
Przez kilka kolejnych dni myśleliśmy tylko o niej, każdy inaczej. Podczas transportu pod ścianę, wpatrzony w oplatające kostki krzewy, czułem niemal dotyk jej szorstkiego granitu. Chłopaki też zdawali się być gdzieś daleko, każdy miał własną drogę, choć wyruszyliśmy jako zespół. Baza, kładka, wielka dolina i kilka moren tak wyglądały te dni - przyzwyczajeni do wysiłku złapaliśmy właściwy rytm, a ściana zdawała się być coraz bliżej i bliżej. W końcu stanęliśmy u jej stóp.
Chciało mi się biec żeby szybciej w nią wejść, gdy wylosowałem transport i musiałem zejść na dół po portalladge pędziłem jak bolid by znów do niej wrócić.
Mieliśmy skromne informacje o ścianie Nalumasortoq, więc kiedy podczas pierwszego dnia wspinaczki Stachu napotkał ślady wspinaczy - kilka haków i spit, wiedzieliśmy już, że te cztery wyciągi były tego dnia stracone. Po nocnej burzy zostaliśmy zmuszeni zejść do bazy, jednak po dwóch dniach odpoczynku uderzyliśmy na dobre.
Pierwsze cztery wyciągi doprowadziły nas do głównego spiętrzenia ściany, tu granit zaczynał odchylać się od pionu tworząc piękne formacje. Logiczne płytkie zacięcie, którego pokonanie zajęło nam dwa dni okazało się kluczem do serii wspaniałych wywieszających się rys. Wspinaczka po nich była jak cięcie mieczem, jedna szerokość szczeliny przez wielką, gładką przewieszającą się płytę. Wspinaliśmy się przez siedem dni, noce spędzając na wiszących platformach biwakowych. Podczas gdy jedna dwójka wspinała się druga organizowała transport i posiłki co znacznie oszczędziło nasze siły. Nic nie odda komfortu odpoczynku na portalladge, można na nim dać odpocząć zmęczonym łydkom, ugotować na wiszącej kuchence liofilizowane posiłki i spokojnie poczytać książki. Regeneracja w wielkiej ścianie jest najważniejsza.

Poruszaliśmy się od kilkudziesięciu do kilkuset metrów dziennie.
Bywały wyciągi, na których tempo spadało do trzech metrów na godzinę ale generalnie wspinaczka szła nam bardzo szybko i sprawnie. Siódmego dnia pomimo deszczu zaatakowaliśmy szczyt, po kilku godzinach wspinaczki mokrymi zacięciami roztoczył się przed nami wspaniały widok całego fiordu i wszystkich otaczających nas ścian, to był już koniec naszej drogi. Udało nam się, ale nasze apetyty nie zostały zaspokojone i doskonale zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
Ostatnie wyciągi porośnięte były wielkimi mchami wielkości małej kapusty a wspinaczka po nich do złudzenia przypominała znajome miejsca w naszych Tatrach.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
DaniaWybierz obszar który Cię interesuje

DaniaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju