• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Laos, listopad 2004

nicholas Wyświetlono: 670 razy 2005-09-06 20:19:13
  Ocena:3.02 (49 głosów)


W kraju miliona słonia
Przez drogi i bezdroża Indochin

Droga do Vieng PukhaMijamy drewniane wrota z napisem Gate to Siam i zbiegamy piaszczystym zboczem w dół, do Mekongu. Jest parno, duszno, słońce praży, Mekong daje trochę ochłody.

Na dole czeka kilka łódek, gotowych przewieźć nas na drugi brzeg. Nareszcie jakiś chłodny powiew. Po kilkunastu minutach jesteśmy już po laotańskiej stronie rzeki i w punkcie granicznym wypełniamy formularze. Wizy można załatwić w Warszawie, i tak też zrobiliśmy, bo po co niepotrzebnie tracić czas na granicy.

Zanim jeszcze dostajemy stempelki dosłownie rzuca się na nas lokalny biznesmen, terkoczący w lokalnej odmianie angielskiego z prędkością karabinu maszynowego, oferując nam załatwienie dowolnego chyba środka transportu z Huay Xai. Nigdy nie przepadałem Nasza osada w dżungliza tego typu naganiaczami, więc spławiamy go i idziemy rozejrzeć się po centrum. Wioska czy też miasteczko nie imponuje wielkością (ani niczym innym), składa się bowiem w zasadzie z jednej ulicy, biegnącej równolegle do rzeki.

Szybko dochodzimy do wniosku, że czas zaaplikować sobie lokalnego browarka, więc zachodzimy do obskurnej, śmierdzącej knajpy na brzegu rzeki, gdzie wszystko klei się do nas, albo my do wszystkiego, i testujemy Beer Lao (Bialao po laotańsku). W planie było też jedzenie, ale na szczęście zimne piwko otrzeźwiło nas na tyle, że w trosce o życie i zdrowie zmieniamy lokal.

Droga do Vieng PhukhaNaszym nowym wyborem jest ekskluzywny jak na lokalne warunki społeczno-gospodarcze lokal z - trzeba przyznać - świetną kuchnią. Niewątpliwie urzekło nas też to, że stołuje się tu właśnie wycieczka francuskich emerytów. Jest cholernie gorąco, co jest doskonałym pretekstem do wypicia kolejnych dwóch piw.

W tak zwanym międzyczasie ustalamy, że autobus na północ, do Luang Nam Tha, ma jechać dopiero następnego dnia rano. Nam zależy na czasie, więc po godzinnych negocjacjach dobijamy wreszcie targu z tubylcami - pojedziemy terenową toyotą do Vieng Phukha za 75$. Toyota jest czysta, w miarę nowa, cała błyszcząca, problem w tym, że leży w częściach kilkadziesiąt metrów od restauracji. Lokalni magicy Wioska plemienia Khmuskładają ją jednak w niecałe dwie godziny i w drogę!

Asfalt urywa się po zaledwie kilkuset metrach i dalej podążamy pylistą szutrową drogą, przez góry i dżunglę. Droga jest kiepska, trochę trzęsie, nie jest jednak najgorzej w porównaniu do tego, co mamy przeżyć na kambodżańskich highwayach, gdzie dziury przypominają kratery po meteorach. Po drodze mijamy zacofane, acz urokliwe wioski, gdzie nie ma elektryczności, a domy stoją na kurzych łapkach.

Do Vieng Phukha dojeżdżamy już po zmroku. Pierwszy guesthouse, który odwiedzamy, nie ma wolnych miejsc (jedyne łóżko jest zajęte).
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
LaosWybierz obszar który Cię interesuje

LaosChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju