Nudę ponurego zimowego popołudnia przerwał telefon. Znajomy szef małego biura podróży dzwonił z informacją, że w Alitalia robią świetną promocję na przeloty do Buenos Aires. Jeszcze tego samego dnia opasła świnka-skarbonka „poszła pod młotek”, z dna szafy wyjrzały letnie szmatki, a pieniądze odebrane śwince zamieniły się w bilety, mapy i przewodniki. Tydzień później lądowaliśmy w stolicy Argentyny trafiając w sam szczyt upalnego lata, w sezon wakacji i letnich wyprzedaży…
Argentyna 2004

100ga2005-09-06 19:55:13
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.91 z 5.00. 22 głosów oddanych
Buenos Aires
Buenos Aires, miasto „Dobrych Wiatrów” wita tropikalnym, lepkim upałem i już po chwili zmienia nas, ludzi wyrwanych z serca zimowej Europy, w zlane potem, przytłoczone gorącem i ciężkimi plecakami „siedem nieszczęść”. Dwugodzinna podróż autobusem z lotniska do centrum miasta uświadamia nam ogrom stolicy. Mijamy dzielnice bogatych willi, bokowiska i slumsy, suniemy ulicą prostą i długą jak ‘stąd do wieczności” i gdy docieramy wreszcie do głównej i szerokiej jak amerykański highway, Avenida 9 de Julio, jedynym naszym marzeniem jest już tylko łóżko i zimny prysznic. W okolicy jest sporo różnej klasy hoteli i hosteli, a ceny, od czasu argentyńskiego kryzysu, niewygórowane. Kilkanaście minut szukania i znajdujemy miejsce w polecanym przez Lonely Planet Apart Hotelu przy ulicy Suipacha, gdzie dostajemy chłodzony staroświecką klimatyzacją, wygodny apartament z własną łazienką i w pełni wyposażoną kuchnią. Dodatkową zaletą jest położenie: w centrum miasta, kilka przecznic od najbardziej znanych deptaków Buenos Aires: Floryda i Lavalle, gdzie pełno sklepów, tanich barów i restauracji, kafejek internetowych i wszechobecnych, ulicznych tancerzy tanga.
Zwiedzanie zaczynamy od biednej, portowej dzielnicy La Boca. W okolicy kolorowej uliczki Caminito, trudno opędzić się od naganiaczy zachęcających do zjedzenia lunchu w którejś z portowych knajp, czy bardziej nobliwych restauracji. Do oglądania nie ma zbyt wiele, kolorowe zaułki, chłopcy grający w ukochaną tu piłkę nożną na małym boisku, drewniane podesty, a na nich tancerze wygięci w karkołomnych figurach tanga. Przyglądamy się im znad szklaneczki zimnego piwa, czekając aż słońce barwiąc wszystko jeszcze intensywniej, schowa się wreszcie za murami domów. Wracamy już prawie o zmroku poznając całkiem niechcący zupełnie inne, nieturystyczne Buenos Aires. Mijamy ludzi coraz mniej przyjaznych i uśmiechniętych
...
warto tam byc!!
adam, 2006-09-04 00:53:29
krystyna, 2005-12-01 14:23:42
Zobacz zdjęcia:
Argentyna
Argentyna - wybierz obszar, który cię interesuje:














































bojany61@o2.pl, 2006-12-13 15:09:59