Po pierwszej wyprawie do Turcji, gdy emocje już opadły, poczuliśmy pewien niedosyt. Kraj to jest tak ogromny i tak różny, że nie sposób go poznać w ciągu jednego wyjazdu . Postanowiliśmy wrócić tam drugi raz. A potem trzeci. I zdaje się, że jeszcze tam pojedziemy. Lecz w odróżnieniu od pierwszej wyprawy, gdy wszystko było dla nas nowe i chcieliśmy odwiedzić jak najwięcej miejsc, postanowiliśmy teraz bardziej sprecyzować nasze zamiary. Głównym celem stały się okryte wiecznym śniegiem i spowite mgłą majestatyczne góry Taurus.
Ślady na wiecznym śniegu..
Martini2005-09-06 19:27:03
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Nim ruszyliśmy w "prawdziwe" góry, należało zrobić rozgrzewką. Odpowiednim miejscem stał się Półwysep Dilek leżący nad Morzem Egejskim. Choć wysokości bezwzględne nie są tu szokujące (ok. 1200 m n.p.m.) to jednak skaliste góry, wyrastające wprost z morza robią wrażenie. Dały nam również dobrą zaprawę. Zamieszkaliśmy w uroczej i spokojnej wiosce Güzelçamli, na północnym wybrzeżu półwyspu, u sympatycznego pana Osmana. Ten miły, starszy człowiek, nie wiedzieć czemu, zawsze chodził z pistoletem w kaburze. W końcu zrozumieliśmy - wyspa widoczna przez nasze okna to Samos, gdzie mieszkają yunani - Jończycy, czyli po naszemu Grecy - odwieczny wróg Turków. Być może nasz gospodarz spodziewał się ich ataku !?
Wyruszamy do parku narodowego Dilek Yarimadasi Milli Parki (Park Narodowy Półwyspu Dilek). Nasz plan przewiduje przejście w poprzek półwyspu, na jego południowy brzeg. Od pierwszych kroków pośród typowej roślinności śródziemnomorskiej towarzyszą nam pokrzewki czarnogardłe Sylvia ruepelli i wąsate Sylvia cantillans. Wiosenna aura na razie nam sprzyja. Wchodzimy w głąb wąwozu. Wtem wylatują dwa sokoły skalne Falco eleonorae. Lecz cóż to? Jeden z nich jest czarny jak diabeł. To przedstawiciel odmiany ciemnej Nim zdążymy się na niego napatrzeć, pojawia się znienacka orzełek włochaty Hieraaetus pennatus.
Niebo zaciąga się ciemnymi chmurami. Pomimo to wspinamy się wyżej, nasłuchując wszelkich ptasich głosów. Niestety burza i wichura przerywają naszą wyprawę. Następnego dnia ponownie ruszamy w góry. Tym razem pogoda dopisuje. Przekroczywszy poziomicę 700 metrów, czujemy pierwsze zmęczenie. Lecz nagle następuje szybkie ożywienie. Tak, to coraz wyraźniej dobiegający do nas, trochę jakby znajomy "kowalikowy" głos. Bieg po gołoborzu, skok przez pnie zwalonych sosen, nie zwracamy uwagi na zadrapane kolana, spłoszonego chukara Alectoris chukar i nadwerężoną rękę.
...
Zobacz zdjęcia:
Turcja
Turcja - wybierz obszar, który cię interesuje:















































