Wiele ostatnio pisze się o wyjazdach na safari. Często mówi się o nim jako krótkiej wycieczce, podczas której ogląda się zwierzęta, sawannę czy pustynię. Praktycznie każdy wyjazd samochodami typu "jeep" określa się mianem "safari". Jest to zbyt duże uogólnienie, Już od czasu przybycia Lorda Delamere czy Hemingwaya do Afryki, safari to wyprawa co najmniej kilkudniowa. Odbywały się one w Afryce Wschodniej, przede wszystkim w Kenii i Tanzanii, a samo słowo wywodzi się z języka swahili i oznacza wyprawę połączoną z przygodą. Safari były podróżami w nieznane, nieodkryte miejsca, gdzie niejednokrotnie stopa ludzka nie tknęła ziemi, a przedzieranie się przez afrykański busz wiązało się z ryzykiem czy też z okazją spotkania oko w oko z dzikim zwierzem. Potem te spotkania zachęciły myśliwych do polowań, co rozszerzyło znaczenie słowa "safari". Obecnie masowo odbywa się wycieczki po afrykańskich parkach, w kolumnach mikrobusów, podczas których turyści, upatrzywszy lwa czy też innego drapieżnika, otaczają go zewsząd w nadziei zrobienia pamiątkowego zdjęcia do rodzinnej kolekcji.
Ostatnie wielkie safari XX wieku
Katende2005-09-02 18:47:21
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.75 z 5.00. 4 głosów oddanych
stając zeń oko w oko.
Ale prawdziwe wielkie safari rozpocząć się miało dopiero w Masai Mara. Zbliżał się koniec wieku. Nikt się nie spodziewał, że na przełomie grudnia i stycznia, w pełni afrykańskiego lata, będą padały tak ulewne deszcze, że żaden samochód nie będzie mógł przemierzyć tego parku. Żaden - oprócz naszego trucka. Woda lała się z nieba jakby urwały się chmury, zalewała drogę, która zamieniała się w rwącą rzekę. Nie wiadomo było, w którą stronę jechać, gdzie kończy się droga, a zaczyna łąka. Gdy zwalnialiśmy choć na chwilę, prąd wody spychał nasz kilkutonowy pojazd z drogi i wówczas czuliśmy, jak zapadamy się w grząski grunt. Gdy zjeżdżaliśmy na błotniste pobocze, koła kręciły się w miejscu. I to było najgorsze. Wysiadanie, zdejmujemy buty, podciągamy spodnie jak tylko się da wysoko i skok do wody. Na szczęście była ciepła jak zupa. Alois dyryguje akcją, podkłada kratownice, mężczyźni łapią za łopaty i odkopują koła. Alois leżąc pod samochodem wygrzebuje coś spod kół. Lekko wypychamy samochód z miejsca. Błoto chlapie na wszystko dookoła, jesteśmy kompletnie mokrzy, ubłoceni, ale wyjeżdżamy. Wskakujemy, ruszamy i zaraz pędzimy przez wodę i błoto. Znów stajemy. I tak kilka razy. Po drodze mijamy samochody, które od kilku godzin nie mogą ruszyć z miejsca, zastygłe w wodzie i błocie. Mijając je słyszymy okrzyki "brawo" i "the best driver in Africa". Przejeżdżamy przez najgorsze tereny zalane wodą, choć deszcz nie przestaje padać, dojeżdżamy do obozu w Masai Mara. Jest szaro, ponuro i niewiele widać. Przed wjazdem do obozu oczekują nas Masajowie z parasolkami. Trochę to komiczne, my kompletnie mokrzy i brudni, a tu Masajowie i te parasolki.
Znów jesteśmy witani serdecznie przez gospodarzy. Jesteśmy na terenie Masajów, którzy, dzięki przymierzu z Dickiem - szefem firmy i Aloisem, kuzynem Masajów, goszczą nas bardzo rodzinnie.
...
Pozdrawiam bardzo ciepło
Radek K, 2007-08-25 12:14:40
Zobacz zdjęcia:
Tanzania
,
Kenia
Tanzania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






























gosia, 2007-11-22 20:13:56