• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Indiański los..

zbenio Wyświetlono: 631 razy 2005-08-30 21:56:22
  Ocena:3.00 (38 głosów)


Tego dnia Acajatuba Jungle Lodge opustoszał. Prom powrotny do Manaus zniknął już za pierwszym zakrętem Rio Negro zabierając ze sobą większość turystów. Zostaliśmy jedynie my i dwie Amerykanki z Kalifornii. Nawet Indianin, który nas zwykle oprowadzał po różnych zakątkach dżungli opuścił wioskę.
Gdy przy śniadaniu zastanawialiśmy się co będziemy dziś robić podszedł do nas Peruwiańczyk Enrique i powiedział, że od razu po posiłku płyniemy do Arquipelago das Anavilhanas i tam odbędziemy przeprawę przez zatopioną puszczę czółnem indiańskim. Do tej pory wszystkie nasze łodzie wyposażone były w silnik (nie licząc jednej łódki, w której motor się popsuł i byliśmy zmuszeni wiosłować) Dlatego też szerokimi uśmiechami daliśmy mu do zrozumienia, że ucieszyła nas ta wiadomość. Ponieważ wiedzieliśmy, że Enrique urodził i wychował się w głębi puszczy amazońskiej, wycieczka z nim na pewno będzie niezapomniana. Wraz z kalifornijskimi poszukiwaczkami przygód zapakowaliśmy się na pokład dużej łodzi, do której przywiązana była maleńka łupinka ( fot. 98) - to właśnie nią mieliśmy przedzierać się przez gąszcz lian i korzeni.

Po około 2 godzinach rejsu łódź zacumowała przy jednym z zielonych języków Archipelagu. Enrique oznajmił, że jesteśmy na miejscu i poprosił o wzięcie tylko najpotrzebniejszych rzeczy (nie wiem czy chodziło mu o aparat ale właśnie to wzięliśmy :-) Łódeczka ledwo pomieściła 5 osób i zanurzyła się prawie całkowicie. W jej wyposażeniu była ucięta butelka, która służyła do wylewania nadmiaru wody. Indiańska łupinka była poza tym bardzo chwiejna i trochę czasu (...i wody) upłynęło zanim nauczyliśmy się tak balansować ciężarem aby jak najmniej wody dostawało się do środka. Wolno zanurzaliśmy się w zieloną ścianę zatopionej dżungli, która z początku wydawała się nie do zdobycia niczym tolkienowska Mroczna Puszcza. Indianin siedzący na dziobie jak nie wiosłem to odpychając się od gałęzi i lian, powoli wprowadzał nas w głąb tropikalnej krainy. Niekiedy musieliśmy się sporo nagimnastykować, żeby nie zostać wyciągniętym z łódki przez splątane konary lub nie wpaść w pajęczyny, które czekały tu i ówdzie na nieuważnych podróżników. Przy czym wszystkie ruchy musieliśmy wykonywać na tyle ostrożnie, żeby nie wywrócić naszego chwiejnego pojazdu.
Brak silnika, a dokładniej towarzyszącego mu warkotu, pozwolił nam na dużo lepszą obserwację życia mieszkańców puszczy. Stada małp dosłownie fruwały nad naszymi głowami z gałęzi na gałąź, przyglądając się nam od czasu do czasu z zaciekawieniem. W końcu udało nam się przebić na drugi skraj puszczy, gdzie czekała już większa łódź, która w międzyczasie okrążyła Archipelag.
W drodze powrotnej podpłynęliśmy do wioski indiańskiej ponieważ naszą uwagę zwrócił statek zacumowany przy brzegu, który zgromadził sporą grupę tubylców. Okazało się, że był to pływający sklep a ponieważ pojawiał się w tych stronach dosyć rzadko, więc mieszkańcy wioski tłumnie zgromadzili się aby uzupełnić zapasy.
Nasze pojawienie się było dla nich jeszcze bardziej zaskakujące.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
BrazyliaWybierz obszar który Cię interesuje

BrazyliaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju