Dwaj studenci Sebastian Lach i Grzegorz Japoł, nie znający języka arabskiego postanowili pojechać autostopem (wykorzystywali też lokalne pociągi) do Syrii. Udało się. Dziś pierwsza część spisanej przez nich relacji z podróży.
Między Europą a Azją (1)
Jala2005-08-25 13:30:45
Wyświetlono razy (ostatnio: )
S. Lach, uczestnik wyprawy: - Gdy w styczniu tego roku wspólnie z kolegą podjęliśmy decyzję o wyprawie do Syrii, przez rodzinę i najbliższych przyjaciół odbierani byliśmy jako niegroźni dziwacy. Jednak w miarę jak nasze przygotowania nabierały coraz bardziej realnych kształtów, część z nich zaczynała popierać nasze plany, ale i tak większość twierdziła, iż wyprawa w tamten rejon świata w obecnej sytuacji geopolitycznej to igranie z życiem, no i w ogóle jak sobie tam poradzimy, nie znając arabskiego?
W ramach przygotowań postaraliśmy się w Warszawie o wizy syryjską i libańską, niestety Jordania nie ma ambasady w Polsce i musieliśmy formalności związane z jej zdobyciem załatwić już w Damaszku, bo wycieczka do Berlina - gdzie mieści się najbliższa ambasada tego kraju - była nam wyjątkowo nie po drodze. Następnie kupiliśmy przewodnik po Bliskim Wschodzie, zorganizowaliśmy ubezpieczenie, międzynarodową kartę studencką ISIC - niesamowicie przydatną w Syrii - oraz lotniczy bilet powrotny (z Tel Avivu - stwierdziliśmy, że będąc w tamtej części świata, trudno powstrzymać się od odwiedzenia Ziemi Świętej). Tak przygotowani odliczaliśmy dni do wyjazdu, śledząc z uwagą wiadomości prasowe i telewizyjne nadchodzące z tamtego rejonu świata. Faktem jest, iż po przeczytaniu o zatrzymaniu terrorystów planujących potężny zamach terrorystyczny w Ammanie oraz po usłyszeniu o zamachu w dzielnicy ambasad w Damaszku, nasz optymizm trochę opadł, gdyż były to miejsca na szlaku naszej wycieczki. Jednak nie przestraszyło nas to na tyle, abyśmy zrezygnowali z naszej wyprawy.
Na dzień przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej ruszyliśmy w drogę. Przez Ukrainę, Rumunię i Bułgarię dotarliśmy do Stambułu, wykorzystując po drodze autobusy, pociąg i autostop. W Turcji nastąpiło pierwsze, delikatne zderzenie kultur. Tam zobaczyliśmy pierwsze kobiety w chustach na głowach i pierwsze meczety, do których wchodząc, musieliśmy ściągać buty.
Ruch uliczny w Stambule zdecydowanie różni się od ruchu w polskich miastach, jest bardziej chaotyczny, a kierowcy zdecydowanie za często używają klaksonów. Po spędzeniu kilku dni w Stambule kontynuowaliśmy naszą podróż w kierunku Syrii i tu rzecz znamienna: turecki autostop. Doprawdy polscy kierowcy powinni brać przykład z tureckich! Przejechaliśmy przez całą Turcję, nie wydając na transport praktycznie ani grosza. Tureccy kierowcy są niesamowicie uczynni, nasze czekanie na "stopa" w całej Turcji ograniczało się zaledwie do kilku minut, zatrzymywali się zarówno kierowcy tirów, małych ciężarówek jak i samochody osobowe. Żadnemu z nich nie przyszło do głowy, aby brać od nas pieniądze, co więcej proponowali papierosy, a na postojach stawiali nam pyszną turecką herbatkę w takich małych, śmiesznych szklaneczkach. Zdecydowanym plusem tureckiego "stopa" jest również to, że kierowcy z reguły nic sobie nie robią z ograniczeń prędkości, dzięki czemu w ciągu jednego dnia (a właściwie pół dnia, gdyż wyruszyliśmy koło południa) mogliśmy przejechać około 570 km, a następnego przebyć kolejne 630 km. Jedynym minusem tureckich kierowców jest to, że bardzo słabo, a właściwie prawie w ogóle nie mówią po angielsku.
Ceny benzyny w Turcji, to są one podobne do cen w Polsce, a mandatami też nie trzeba się zbytnio przejmować, gdyż przejeżdżając w poprzek całą Turcję, spotkaliśmy tylko jeden policyjny patrol...
Zobacz zdjęcia:
Turcja
,
Syria
Turcja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























