Węgry, Chorwacja, Słowenia na czterech kółkach
koloroweru Wyświetlono: 1518 razy 2005-08-24 16:22:33![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.60 (138 głosów) |
Spokojnie! Bez obaw...
Wyjaśniam, że nie podróżowaliśmy samochodem, tylko na rowerach... we dwójkę. Nasza wyprawa rozpoczęła się w Budapeszcie, skąd wyruszyliśmy drogą nr 6 wzdłuż Dunaju. Sam Budapeszt zrobił na nas spore wrażenie - duże miasto tętniące życiem. Jest tu parę miejsc, które warto zobaczyć i poświęcić na to kilka dni, Między innymi góra Gelerta, na którą można wjechać rowerem i obejrzeć z niej panoramę stolicy. W Budapeszcie jest trochę ścieżek rowerowych, lecz nie tworzą one spójnej całości, dlatego poruszanie się po tym mieście rowerem, przy istniejącym dużym natężeniu ruchu, nie należy do najłatwiejszych. Problemem jest również nawierzchnia ulic, przede wszystkim w Budzie gdzie większość ulic jest wybrukowanych kocimi łbami.
Węgierski krajobraz można określić dwoma słowami używanymi na przemian: "słoneczniki, kukurydza, słoneczniki...itd" Trochę nudno, ale z rzadka rozsiane węgierskie miasteczka i wioski wynagradzały nam te trudy. W "zabitych dziurach" często przypadkowo natykaliśmy się na rzeczy godne obejrzenia, np. "organiczne" budowle znanego węgierskiego architekta Imre Makoveca.
Na węgierskich drogach głównych [oznaczonych jedną cyfrą] obowiązuje zakaz jazdy rowerem, ale nie należy się tym zbytnio przejmować, ponieważ jest to martwy przepis, którym nie zajmuje się nawet policja [mijaliśmy ją kilka razy].
Pierwszy nasz nocleg wypadł nad samym Dunajem w miejscowości Dunaföldvár 84 km od Budapesztu. Następnym etapem był Pésc, bardzo ładne stare miasto położone na zboczu góry, na szczycie której znajdował się nasz kemping z widokiem na całe miasto i okolicę. Po przejechaniu 120 km nie mieliśmy już sił, żeby tam wjechać [spadek 17%], więc prowadziliśmy rowery. Z Pésc do granicy Chorwackiej jest 85 km, które przebyliśmy następnego dnia. Na granicy, ani z Węgierskiej, ani Chorwackiej strony nie ma żadnej bazy noclegowej, dlatego postanowiliśmy jechać do najbliższej miejscowości - Virovitica, gdzie spędziliśmy noc w drogim, lecz obskurnym hotelu.
Chorwacja to przede wszystkim zadziwiający ludzie, którzy na pytanie: Ile kilometrów zostało do..?, odpowiadają pytaniem: czy nie jesteśmy głodni? Ich gościnność, otwartość, serdeczność były dla nas zadziwiające i często, zanim się do tego przyzwyczailiśmy, wprawiały nas w zakłopotanie. W wielu domach nocowaliśmy i różni ludzie nas gościli, ale niezależnie od tego jak bogaci byli nasi gospodarze, dzielili się z nami szczerze tym co mieli. Ich gościnność była czasem kłopotliwa bo jak tu nie spróbować śliwowicy o 80% zawartości alkoholu, chociaż po przejechaniu 120 km mieliśmy watę w nogach. Jak nie opowiedzieć tym ludziom co przeżyliśmy w czasie naszej wędrówki, co się dzieje w Polsce, kiedy zmęczeni całodniowym wysiłkiem marzyliśmy tylko o śnie.
Kolejne etapy naszej podróży w Chorwacji, wzdłuż granicy z Bośnią i Hercegowiną to Sisak, Plitvice, Gračac i Sibenik położony już nad morzem. Ten odcinek był dla nas trudny psychicznie bo widzieliśmy bardzo duże zniszczenia i to co zrobiła wojna w tym pięknym kraju. Przejeżdżaliśmy przez szereg miejscowości, zagubionych wśród gór, które były po prostu puste, bez życia i ludzi. Rozwalone domy, powybijane szyby i zgliszcza mówiły nam o tym co się tu działo, nie tak dawno temu. W zasadzie każdy znak drogowy przypominał nam o wojnie bo nosił ślady kul. Na pewno warto poświęcić parę godzin na obejrzenie Plitvickich Jezior, [6 godz. na obejrzenie wszystkiego; bilet: 62 kn] W czasie wojny Serbowie zaminowali teren dzisiejszego Parku Narodowego.
| Oceń relację |
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














