• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Norwegia 2002 - Hitra

arturysch Wyświetlono: 545 razy 2005-08-24 14:21:29
  Ocena:2.83 (60 głosów)


Hestnes na norweskiej wyspie Hitra

29 maja - 8 czerwca 2002.

Hitra leży na zachodnim wybrzeżu Norwegii jakieś 600 km na północny-zachód od Oslo i 120 km na zachód od Trondheim. Wędkarsko jest to jedno z najbardziej interesujących miejsc dla "zwykłego" europejczyka. Jeszcze dalej na północ, gdzie jest może jeszcze więcej ryb, jest już po prostu za daleko.

Tegoroczna wyprawa była dla mnie jak dotychczas najbardziej udanym wypadem wędkarskim do Norwegii. Pojechaliśmy, już po raz czwarty zresztą, w trójkę: Norbert, Paweł i ja. Zabraliśmy ze sobą całe wyżywienie z domu, co się zresztą okazało mądrą decyzją, ponieważ do najbliższego sklepu spożywczego było 22 km (pomijam fakt, że kupowanie żywności w Norwegii jest jak dotychczas kosztowną zabawą). Sama podróż trwała ponad 30 godzin: najpierw całą noc jechaliśmy po dach zapakowanym autem 900 km do Hirtshals na północnym cyplu Danii, potem cały dzień promem pasażerskim do Oslo i w końcu kolejną noc 600 km po krętych drogach norweskich do Hestnes na Hitrę. Na miejscu byliśmy o 5 rano, klucz tkwił w drzwiach. Mimo zmęczenia poszliśmy naturalnie zobaczyć nabrzeże i łódkę. Łódka 19 stóp (czyli ponad 6 m), silnik 15 konny, trochę mało, ale trudno.

Hitra: 4 tys. mieszkańców, 5 szkół podstawowych, 1 gimnazjum, 4 lekarzy (gospodyni naszego domku jest jednym z nich), ciekawa historia na temat wikingów... ale... miało być o rybach!

Pierwszy dzień: płyniemy 40 minut za wyspę Torsoya, przy małej latarni morskiej robimy pierwszy stop. Ze sobą mamy GPS, na którym mamy zakodowane współrzędne wszystkich interesujących górek podwodnych (najciekawsze pozycje dostaliśmy od znajomych wędkarzy już w domu). Echosonda pokazuje głębokość: 20 metrów. Wiatr spycha nas powolutku w stronę skał: rzucamy więc podwodny spadochron hamujący (niem. nazwa "Treibanker", angielska sea-anchor). Pierwsze rzuty 50-100 gramowymi pilkerami. Jesteśmy kilkanaście metrów od skał, kiedy czuję pierwsze mocne pobicie... w ciągu kilku sekund ryba wybiera mi 20-30 metrów plecionki (0,15). Ufff! To ci początek! Na szczęście nastawiłem sobie dobrze hamulec. Po 10 minutach ryba jest pod łódką: czerniak, około jednego metra. Rękami podbieramy rybę do łódki. Ten czarniak pozostanie wprawdzie największą rybą wyprawy, jednak następne dni będą jeszcze ciekawsze.

Z prawej strony Norbert z "moją" rybą:

20 minut później łapią zarówno Norbert jak i Paweł jeszcze kilka ładnych czerniaków, plamiaków i dorszy. Po powrocie spędzamy 2 godziny przy obrabianiu naszej zdobyczy. Większość filetów ląduje w przygotowanej dla nas zamrażarce, część pójdzie później na patelnię.

Dzień drugi: na wczorajszym miejscu są tylko małe 30-40 cm czerniaki i dorsze. Wieje słaby wiatr, więc płyniemy jakieś 2 km w stronę wyspy Froya. Na pierwszej górce podwodnej echosonda pokazuje 40 metrów.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
NorwegiaWybierz obszar który Cię interesuje

NorwegiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju