Już za momencik, już za chwileczkę...
Tokio, 21.01.2000

Slawomirplatek2005-08-18 20:57:43
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.20 z 5.00. 5 głosów oddanych
Plany się pozmieniały. Moje zamierzenie dotarcia do Polski koleją transsyberyjską przez Rosję okazało się niemożliwe do zrealizowania, ponieważ zimą nie ma żadnych połączeń promowych Japonii z Władywostokiem. Na szukanie okazji w rodzaju statku towarowego nie miałem już cierpliwości. Tak wiec od kilku dni biegałem po całym Toki w poszukiwaniu najtańszego biletu lotniczego. Sprawy przedstawiały się bardzo kiepsko, bo normalny bilet kosztuje około 1000 $, których nie posiadałem. Potem znalazłem połączenie Aeroflotem przez Moskwę za 600 $. Nie dawałem jednak za wygraną i wbrew tradycji japońskiej, której obce jest załatwianie spraw "od ręki", wkraczałem do kolejnych biur rożnych linii lotniczych oferujących przeloty do Europy, forsowałem zastępy sekretarek i żądałem rozmowy z managerem. Miałem nadzieje, że uda mi się namówić któregoś z nich na zaoferowanie mi darmowego biletu powrotnego w zamian za uznanie tej firmy za oficjalnego sponsora wyprawy i umieszczanie jej loga przy okazji wszelakich publikacji związanych z wyprawą. O tej porze roku nie ma zbyt wielu turystów pragnących odwiedzić zimową Europę i samoloty praktycznie zawsze mają wolne miejsca. Takiego miejsca potrzebowałem.
Wyglądało to trochę dziwnie: wlatuje jakiś dziwny facet do biura, opowiada jeszcze dziwniejsze historie o rajdzie dookoła świata, macha kilkoma wycinkami z japońskich gazet o tym rajdzie i na koniec żąda darmowego biletu. Wariat.
Przez pierwsze trzy dni sukcesy były mierne. Jedyne, co uzyskałem, to to, że kilka szanujących się firm zaoferowało mi duży upust i zjechały z cenami do 524-600 $. Ta suma w obecnej sytuacji też była dla mnie ciężka do przeskoczenia. Załatwienie czegokolwiek więcej wyglądało niemożliwe. Dzisiaj więc pożyczyłem pieniądze i zadzwoniłem do Lufthansy, która oferowała najlepszą cenę 524 $. Spotkałem się jeszcze raz z panią manager. Wszystko już było przygotowane. Bilet już na mnie czekał. Chwile porozmawialiśmy, wymieniliśmy uprzejmości i nasze doświadczenia z Niemiec (pani menadżer studiowała swego czasu również w Heidelbergu).
W momencie, kiedy przyszło do płacenia, dowiedziałem się, że bilet będzie trochę tańszy niż nasze wcześniejsze ustalenia. Na rachunku, który mi przedstawiono do podpisania, widniała suma 245 $. Nie byłem pewien, czy nie nastąpiła jakaś pomyłka i nie otrzymałem przypadkiem biletu na przykład do pobliskiej Osaki. Na bilecie wszystko było jednak w porządku: odlot 24 stycznia o 10.55 z Tokio do Frankfurtu, a potem połączenie Frankfurt -Warszawa. Planowany przylot 18.00 tego samego dnia.
NIECH ŻYJE PANI KOBAYASHI!!! NIECH ŻYJE LUFTHANSA!!!
W poniedziałek jestem więc już w Polsce.
Zobacz zdjęcia:
Japonia
Japonia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















