Kyoto, 6.01.2000
slawomirplatek Wyświetlono: 1237 razy 2005-08-18 20:56:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.73 (132 głosów) |
I to już koniec... (?)
Do Hiroszimy dotarliśmy 31 grudnia 1999 r. Nie spóźniliśmy się. Sylwestra świętowaliśmy na terenie Parku Pokoju w Hiroszimie. Plan został zrealizowany.
Hiroszima w ciągu wielu miesięcy naszej wyprawy urosła do rangi symbolu. Nazwę tego miasta, w którym nikt z nas nigdy wcześniej nie był, nikt nie miał żadnych znajomych i nikt nie wiedział dokładnie, czego możemy się tam spodziewać, wymienialiśmy w naszych rozmowach tak często, że stało się ono miejscem wręcz mitycznym - celem ostatecznym naszej wyprawy.
"Dokąd jedziecie?"- pytali ludzie spotykani na naszej trasie. Po wyglądzie naszych rowerów - zapakowanych do granic możliwości - widać było, że wybieramy się w daleką podróż. Odpowiedzi HIROSZIMA nikt jednak nigdy się nie spodziewał. Potem zaczynała się opowieść: "Wyprawa rozpoczęła się 6 sierpnia 1998 r. w Seattle, w rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Jej celem jest przejechanie na rowerach dookoła świata i po przemierzeniu 45 krajów w obu Amerykach, Afryce, Europie i Azji dotarcie 1 stycznia do Hiroszimy. Ideą przedsięwzięcia jest powitanie roku 2000 właśnie w tym mieście-symbolu, z nadzieją, że następne tysiąclecie będzie czasem pokoju. Tym, co bowiem łączy wszystkich ludzi na całym świecie, jest pragnienie życia w pokoju." Nie wiem, jak wiele razy powtarzaliśmy te słowa, nie wiem, jak wielu ludzi je wysłuchało, ale za każdym razem wielokrotnie powtarzane było magiczne zaklęcie - Hiroszima. Zaklęcie te zaczęliśmy powtarzać sami do siebie. To dodawało sił. To był nasz wspólny cel. Zwłaszcza po śmierci Waltera i podjęciu decyzji o kontynuowaniu wyprawy, każdy z nas czuł, że musimy osiągnąć ten cel. I osiągnęliśmy, a Hiroszima bogatsza jest o jedno drzewo, które zasadziliśmy ku pamięci naszego przyjaciela.
Od paru dni odległa, nierealna przyszłość jest już teraźniejszością. Jest rok 2000. Hiroszima została gdzieś w tyle za nami. Wyprawa jednak się jeszcze nie skończyła. Okazało się, że grupa japońskich studentów zaplanowała dwutygodniową trasę przejazdu z Hiroszimy do Tokio. Tak więc jedziemy dalej. Po drodze zorganizowane mamy spotkania z prasą, władzami miast i przedstawicielami różnych organizacji. Jest również czas na zwiedzanie. W sumie bardzo ciekawy program, ale muszę powiedzieć, że jestem już zmęczony i chciałbym znaleźć się w domu. Wygląda jednak na to, że trochę to jeszcze potrwa zanim dotrę do Polski. Kiepska sytuacja moich finansów zmusza mnie bowiem do wcielenia w życie planu B, a to oznacza, że po dotarciu 16 stycznia do Tokio i oficjalnym zakończeniu Great Millennium Peace Ride nie wsiądę w samolot, który zabierze mnie do stęsknionej rodzinki, ale ruszę na drugą stronę wyspy, gdzie w porcie Nigatta mam nadzieję zaokrętować się na jakiś statek płynący do Władywostoku. Potem jeszcze siedem dni w pociągu transsyberyjskim, no i kolejny w pociągu Moskwa-Warszawa. Z moich wyliczeń, jeżeli wszystko dobrze pójdzie, w rodzinne strony powinienem zawitać na początku lutego.
| Oceń relację |
JaponiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














