MAGIC INDIA!!! O tym kraju można pisać bez końca. Moja opowiastka o naszej podróży przez Indie robi się coraz dłuższa i dłuższa. Teraz jednak przestało mieć to jakikolwiek sens. Wczoraj zdarzył się wypadek. Nasz przyjaciel, wspaniały przyjaciel - Walter z Peru - zginął wczoraj w wypadku kolejowym. Ciągle nie możemy zrozumieć, że to zdarzyło się naprawdę. To była chwila, ale ta chwila wystarczyła, żebyśmy stracili tak wspaniałego człowieka jakim był Walter.
Siliguri, 26.10.1999

Slawomirplatek2005-08-18 20:46:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
To był taki dobry człowiek! Taki dobry...
Wczoraj odbyła się kremacja zwłok Waltera. Chcieliśmy zorganizować przewiezienie ciała do Peru, ale okazało się to niemożliwe. Na załatwienie wszystkich formalności z tym związanych potrzeba było za dużo czasu, a zwłoki przebywające tylko w lekko chłodzonym miejscu nie mogły być już przechowywane dłużej. Nie było innego wyjścia, rodzina zgodziła się na kremację. Strasznie dziwne uczucie widzieć, jak wkładają Go do tej komory. W tym kraju nie okazuje się wielkiego szacunku zmarłym. Widzieliśmy, jak wynoszą resztki po kremacji, studzą je wodą z rzeki, wysypują wszystko na brzeg i wybierają kilka kości na pamiątkę dla rodziny zmarłego, wkładając je do plastikowego pojemnika. Na życzenie rodziny część prochów Waltera zabraliśmy ze sobą i będziemy chcieli zorganizować tam jakąś tablicę pamiątkową dla Niego. On najbardziej z nas wierzył w sens naszego Rajdu Pokoju, a Hiroszima przez te długie miesiące podróży stała się dla nas wszystkich, ale dla Niego w szczególności niezwykle ważnym symbolem. To był wspaniały człowiek i powinno się o Nim pamiętać.
Dzisiaj jedziemy znowu pociągiem z Siliguri do Gauhatii. Znowu ta sama trasa i te same kłopoty. Pomimo tego, że jacyś szefowie kolei indyjskiej złożyli kondolencje w związku z wypadkiem i wyrazili chęć pomocy w przypadku, kiedy będziemy potrzebować transportu, dzisiaj na stacji okazało się, że jednak coś znowu nie gra. Wczoraj kupiliśmy bilety. Zapłaciliśmy podwójną cenę niż normalnie, po to żeby dostać pewne miejsca w wagonie z przedziałami. Dzisiaj powiedziano nam jednak, że miejsca te wcale nie są takie pewne, bo znajdujemy się na tzw. liście oczekujących, co oznacza mniej więcej, że jechać tym pociągiem możemy, ale o miejsca zatroszczyć się musimy sami. Jak coś znajdziemy, to mamy szczęście. Jeszcze większy problem jest z naszymi rowerami. Ten akurat pociąg nie zatrzymuje się długo na tej stacji i oni nie mogą otworzyć wagonów bagażowych. Dla tej całej hordy urzędników kolejowych nie ma żadnego problemu: rowery podeślą nam jakimś innym pociągiem, najpóźniej pojutrze! Próbujemy coś wyjaśniać, ale nie wiadomo, co z tego będzie. Dobrze, że mamy wystarczająco czasu na załatwiania tej w sumie prostej czynności, okazało się bowiem, że pociąg ma cztery godziny spóźnienia. Podobnież to normalne.
Koleje indyjskie to naprawdę koszmar. Na granicy birmańskiej powinniśmy być 3 listopada - takie były ustalenia z konsulem. Teraz jednak nie mamy już szansy żeby zdążyć. Nawet jeżeli pojedziemy koleją najdalej jak się da, to i tak oznacza to jeszcze jakieś 300 km przez góry Assamu i Manipur. Trzeba będzie dzwonić do tego konsula i wyjaśniać sprawę, tak żeby otworzyli dla nas te granice w jakimś późniejszym terminie. Co gorsza sławetna indyjska biurokracja ciągle jeszcze nie wydała nam zezwoleń na wjechanie do Manipur. Papierek ten miał być gotowy już w zeszły poniedziałek, ale codziennie słyszymy odpowiedź: jeszcze nie gotowy, jutro. Indie to kraj tylko dla cierpliwych.
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



















