Od pięciu dni jesteśmy w Indiach. Przez ten czas pokonaliśmy trasę od granicy pakistańsko-indyjskiej w Wagan do stolicy Indii - Delhi, gdzie dotarliśmy dzisiaj późnym popołudniem. Przejechaliśmy przez ten czas naszymi rowerkami ponad 500 km po drogach i bezdrożach dwóch indyjskich regionów: Punjab i Haryana. Trzeba dodać, że dla utrudnienia, ale również urozmaicenia sobie życia, jechaliśmy wyłącznie bocznymi drogami. Jest do zdecydowanie inne doświadczenie niż jazda po co prawda szybszych, ale nie tak ciekawych głównych drogach. Pamiętam bardzo dokładnie to uczucie euforii w pierwszym momencie po przekroczeniu granicy pakistansko-indyjskiej. Hurrrrrrrra!!! Dotarłem tak daleko! Dotarłem do kraju, o którym tyle słyszałem. Jestem tutaj! Jestem w Indiach!!! Sam będę mógł sprawdzić, dlaczego to miejsce fascynuje, wręcz hipnotyzuje tak wielu ludzi. Dwa miesiące temu podczas naszego pobytu w Turcji spotkałem dwójkę Polaków wracających akurat z Indii. Spotkałem ich na szczycie góry Nemrut - wspaniałego miejsca nie tylko ze względu na piękno otaczającej natury, ale również ze względu na Historię, która zagląda zza każdego kamienia na tej górze. Byliśmy tam o wschodzie słońca i obserwowaliśmy, jak wraz z nadchodzącym dniem coraz bardziej widoczne stają się majestatyczne, olbrzymie figury greckich bogów, stojące od ponad dwóch tysięcy lat u zboczu tej góry. To był wspaniały moment. Byłem pod wrażeniem. Dwójka poznanych dopiero co Polaków, wydawało się nie podziela jednak mojego entuzjazmu. Na moje pytania, co myślą o tym miejscu, otrzymałem odpowiedź: "ciekawe, ale wiesz... w Indiach...". Ludzie ci po prostu nie byli w stanie w pełni odebrać piękna góry Nemrut, bo ciągle jeszcze świeże były ich wrażenia z Indii, wrażenia tak intensywne, ze przyćmiewające wszystko inne. Nie byli oni pierwszymi i ostatnimi "ofiarami" Indii, jakie poznałem, tak więc moje oczekiwania związane z tym krajem były większe niż gdziekolwiek indziej do tej pory.
Delhi, 15.10.1999

Slawomirplatek2005-08-18 20:42:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
I faktycznie, już pierwszego dnia dotarliśmy do miejsca, które "wypisz, wymaluj" odpowiadało moim wyobrażeniom. Było to w Armitsar. Do miasta tego zawitaliśmy trochę przypadkowo. Tak właściwie to zamierzaliśmy tego dnia przejechać znacznie więcej kilometrów i zatrzymaś się daleko za miastem. No coż, plany planami, od tego są, żeby je zmieniać i wypadło na to, że śpimy w Złotej Świątyni - świętym miejscu Sikhów, położonej w samym centrum Armitsar. Pierwsze wrażenie jest niesamowite. Po przebrnięciu przez zatłoczone, hałaśliwe i śmierdzące ulice wielkiego indyjskiego miasta trafia się do cudownej oazy: cisza, spokój, nastrojowe dźwięki modlących się mnichów, różnorodność i koloryt przebywających tutaj ludzi, zadumanie, skupienie - Magic India. Wyjaśnić trzeba, że Sikhowie to bardzo specyficzna grupa ludzi. Ze wszystkich, bardzo różnych grup etnicznych i religijnych składających się na naród indyjski, Sikhowie są tą najbardziej charakterystyczną. Trudno pomylić Sikha z kimś innym. Posłuszni religijnemu zakazowi ścinania włosów wszyscy mężczyźni to brodacze. Wszyscy mężczyźni mają również długie włosy przykryte w ciągu dnia olbrzymim turbanem. Materiał, z którego składa się taki turban, ma długość siedmiu metrów. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety mają na ręce metalową bransoletę, symbolizującą więzienne kajdany. Bransoleta ta ma przypominać jej posiadaczowi, że za każdy zły uczynek kara go nie ominie. Innym symbolem jest duży nóż noszony na pasku. Od pokoleń głównym zajęciem Sikhów była bowiem wojna. Do niedawna to właśnie oni stanowili trzon indyjskiej armii. Również za czasów kolonialnych 70% brytyjskiej armii w Indiach była pochodzenia sikhijskiego. Swego czasu w społeczeństwie tym były wyróżniane właściwie tylko dwa zajęcia: żołnierz i kapłan.
Sama świątynia to wyłożony złotą blachą niewielki budynek, w którym
...
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



















