W wyprawie bierze udział jeszcze jeden Polak - Sławek Płatek i to od samego początku, tj. już od ponad półtora roku. Sławek jeszcze w Afryce napisał dwa sprawozdania z wyprawy. To już odległe w czasie historie, ale opisują one początek tej wyprawy.
Ameryka Północna 04.04.1999

Slawomirplatek2005-08-18 20:38:51
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Senegalu, tak że ja zostalem, a cała grupa postanowiła kontynuować podróż. W tym czasie zachorowałem na malarię, ale zaopiekowali się mną przyjaciele adwentyści. Otrzymałem również dużą pomoc od AMBASADY RP w Abidżanie. Później, jak się dowiedziałem z rozmowy z jednym z kolegów, na trasie zachorowało na malarię kolejne trzy osoby z grupy. Dwóm kolegom Niemcowi i Meksykaninowi zostały ukradzione rowery i nie mogli kontynuować podróży, a kolega z Turcji zrezygnował z dalszej trasy. Dalszą podróż kontynuuje tylko pięć osób, tzn. ja, kolega z Peru i trzy osoby z Litwy.
Gwinea
Tutaj jeszcze pięćdziesiąt kilometrów przed granicą rozpoczęła się droga ziemna. Ale można było podziwiać proste życie tamtejszych ludzi, żyjących w glinianych chatach przykrytych trzciną lub zeschniętą wysoką trawą. Dookoła mnóstwo różnorodnych drzew, trochę jak w dżungli. Po jakichś stu kilkudziesięciu kilometrach zaczęła się droga asfaltowa. W Ghanie jest problem z elektrycznością. Z wodą nie ma problemu - w prawie każdej wiosce można znaleźć pompę głębinową, tak że woda jest dość dobrej jakości. Codziennie praktycznie jemy ryż z sosem i chlebem i popijamy wodą, jemy owoce takie, jak banany pomarańcze i mango, które tutaj są bardzo tanie. Południową część Gwinei zamieszkują chrześcijanie i przedstawiciele innych religii, im dalej na północ, tym więcej muzułmanów, którzy nie lubią, gdy się ich fotografuje. Droga asfaltowa kończy się przed granicą z Senegalem. 250-kilometrową trasę z Labe do Kundara przejechaliśmy na rowerach, pokonując ok. 60 km dziennie bardzo złą drogą w miejscami górzystym terenie. Czasami trzeba było zasłaniać twarz, ponieważ po przejeżdżających samochodach zostawały tumany kurzu, no i było dość gorąco. Na przedostatnim odcinku trasy nocowaliśmy na pustkowiu. Wyczerpały się nasze rezerwy wody i z trudnością w upale w środku dnia dotarliśmy do wioski, aby zaczerpnąć wody.
Z Kundara w Gwinei wzięliśmy transport do Tamba-Counda w Senegalu - pierwszy odcinek (ok. 100 km) drogi ziemnej był w złym stanie. W Tamba-Counda czekaliśmy na pociąg towarowy do Dakaru oddalonego o około 500 km. Powiedziano nam, że odjazd pociągu planowany jest o czwartej po południu - w rezultacie pociąg ruszył o piątej nad ranem i podróżowaliśmy ok. 26 godzin z postojami, tyle że za darmo. W Dakarze zatrzymaliśmy się na kilka dni przy misji Adwentystów Dnia Siódmego. Uzyskaliśmy wizy do Maroka i w środę, tj. 07.04.1999 r. planujemy ruszyć na północ do granicy z Mauretanią i dalej do stolicy. To, co pamiętałem, napisałem może w nie najlepszej formie składniowej, ale chciałem, aby również coś w języku polskim było na naszej stronie internetowej. Większość materiałów jest w języku angielskim, jest list w języku niemieckim, a teraz będzie również także materiał w języku hiszpańskim i polskim. Chcę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogę brać udział w tym rajdzie: ks. Edwardowi Mroczyńskiemu i parafianom z Los Angeles, CA, USA, ks. Stanisławowi Kowalskiemu i parafianom z San Diego, CA, USA, przyjaciołom z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Szczególnie chcę podziękować mojej Mamie, braciom i rodzinie, którzy szczególnie troszczą się o to, abym mógł dalej kontynuować ten rajd.
Zobacz zdjęcia:
Gwinea
,
Ghana
,
Chile
,
Argentyna
Gwinea - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















