Jest to kontynuacja opisu, który rozpocząłem 04.04.1999 r. w Dakarze. Wizy do Maroka otrzymaliśmy za darmo i to tego samego dnia. Kolejnego dnia odwiedziliśmy Ambasadę Hiszpanii, ponieważ kolega z Peru potrzebował wizę, także Litwini nie byli pewni, czy muszą mieć wizę. Na początku nie chcieli nas przyjąć, ale po naporze zgodzili się. Przy pomocy Ambasady RP w Dakarze mieliśmy umówione spotkanie w Senegalskiej Agencji Prasowej APS, gdzie mogliśmy przekazać informacje o rajdzie dla miejscowych gazet. Kilka dni później odwiedziliśmy znowu Ambasadę Hiszpanii, aby odebrać wizy, ale okazało się, że nie były jeszcze gotowe, na szczęście przetrzymali nas tylko kilka dni. Postanowiliśmy przed wyjazdem z Dakaru odwiedzić jeszcze raz Agencję Prasową, gdzie zdaliśmy relację z sytuacji zaistniałej w Ambasadzie Hiszpanii.
Afryka 07.05.1999

Slawomirplatek2005-08-18 20:36:29
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Mieliśmy okazję spotkać dwóch Francuzów, którzy dotarli z Maroka do Dakaru, większą część trasy pokonując na rowerach. Powiedzieli nam, że z Nouakchott - stolicy Mauretanii - do Dakaru (ok. 400 km) podróż trwała mniej niż 5 dni. Wydawało nam się, że i my pokonamy tę trasę w podobnym czasie. Pierwszego dnia przejechaliśmy 16 km, ponieważ z powodu odwiedzin w Agencji Prasowej późno wyjechaliśmy z Dakaru. Noc spędziliśmy niedaleko lotniska dakarskiego, nocując w sali gimnastycznej, w której koledze z Peru skradziono fotoaparat.
Kolejnego dnia inny kolega miał problem z rowerem i zrobiliśmy tylko 45 km. Następnego dnia było trochę lepiej, ale jazdę utrudniał wiatr. Później ktoś nas poinformował, że jest możliwa jest jazda rowerami po plaży. Postanowiliśmy spróbować, w efekcie czego musieliśmy prowadzić rowery całe popołudnie i poranek następnego dnia, robiąc 8 kilometrów, a przy tym strasznie się męcząc. Kolejne dni były trochę lepsze, lecz cały czas wiatr utrudniał nam życie, a do tego doszedł problem z dziećmi, które cały czas wołały za nami o pieniądze albo jakiś prezent. Często próbowały coś z naszych bagaży wyciągnąć. Dzieci, które widzieliśmy w Ghanie, Wybrzeżu Kości Słoniowej czy w Gwinei, nie podchodziły zbyt blisko do rowerów, były trochę przestraszone. Noce spędzaliśmy w namiotach pośród baobabów, w miejscach pustynnych daleko od ludzi. Jednego dnia zdarzyło się, że wszyscy przebiliśmy dętki, a niektórzy z nas nawet kilka razy. Odwiedziliśmy Saint Luis - część tego miasta to wyspa, coś w rodzaju Wenecji. Za Saint Luis powoli zaczynała się pustynia, coraz mniej zieleni i silniejszy wiatr, gdzieniegdzie koło drogi można było zauważyć kości padłych zwierząt. Przekroczyliśmy promem rzekę Senegal, która jest granicą między Senegalem a Mauretanią. Wokół rzeki znajdują się zielone plantacje. Od granicy do stolicy Nouakchott jest 203 km
...
Zobacz zdjęcia:
Maroko
Maroko - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


























