• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Wyprawa do Transylwanii 13 czerwca - 01 lipca 2001

banarrek Wyświetlono: 351 razy 2005-08-18 15:43:56
  Ocena:2.73 (30 głosów)


15 czerwca 2001<br />Tak się chodzi spać z kurami... Wysiadanie z pocišgu zakrawało na komedię. Właściwie wszyscy smacznie spali, kiedy przebudziłem się i stwierdziłem, że do Caransebes jeszcze godzina jazdy. Tymczasem po chwili, najbliższa stacja okazała się tš, na której mieliśmy wysišść. Ledwo zdšżyliśmy, a Adam P. wysiadał już z jadšcego pocišgu. Dopiero po chwili odkryłem fakt dlaczego jesteśmy godzinę wcześniej. Po prostu zapomnieliśmy o zmianie czasu (Rumunia +1h). Nie wiedzieliśmy za bardzo co ze sobš po ciemku zrobić (tam też zaczepił nas pierwszy żebrak, który chciał Pepsi). Rozejrzeliśmy się po okolicy, ale do miasta było daleko. Pojechaliśmy tam dopiero rano. Zrobiliśmy zakupy waluty. Wypiliśmy herbatę, kawę. Ja kupiłem jeszcze "strój ogrodnika", bo lało strasznie, a nie miałem nic na takš okazję. Kolejna taksówka dowiozła nas za 200.000 lei (ok. 15 DM) do dolnej stacji kolejki Muntele Mic. Stamtšd rozpoczęliśmy w ulewę pierwszš wędrówkę. Zagadkowa instalacja elektryczno-telekomunikacyjna... Już po kilkuset metrach z tym niebywałym ciężarem na plecach stwierdziłem, że znowu rzuciłem się z motykš na słońce, a najgorsze, że nie tylko ja będę cierpiał, ale chłopaki, których namówiłem. Wszyscy jednak byli twardzi i nikt się nie żalił, choć było bardzo źle. Dobrym wytłumaczeniem był komentarz Witka, że ruszyliśmy w trasę, po właściwie dwóch nie przespanych w pocišgach nocach i na dodatek bez śniadania. Po ponad trzygodzinnym marszu dotarliśmy do przytulnego schroniska Cuntu. Po tej okropnej drodze byliśmy całkowicie przemoczeni i na wagę złota, a nawet więcej był goršcy piec, przy którym spędziliśmy kolejne godziny. Po raz pierwszy (gdybyśmy wiedzieli ile nas to jeszcze czeka) mieliśmy generalne suszenie. W schronisku miła kobietka łšczyła się za pomocš zapomnianych przez cywilizacje urzšdzeń rozmawiajšc z kimś. Adam P. sfotografował zagadkowš instalację (telefoniczno - CB radiowo - elektrycznš). Wypiliśmy pierwsze gościnne kieliszki rakiji i wršbaliśmy po smacznym coś a'la pšczku. Spaliśmy w pokoju z kurš, która wysiadywała pod kartonem swoje potomstwo. Na poczštku nieco cuchnęło, ale jak to zwykle bywa przyzwyczailiśmy się i przy niej zajadaliśmy z apetytem pierwszš kolację z przygotowanych zapasów. Nad nami na sznurkach oddawała wilgoć pokaźna część naszej odzieży. Telefony nie działały. Zasnęliśmy snem dziecka.
16 czerwca 2001
Odpoczynek przed wejściem na Tarcu... To był całkiem miły dzień. Wstaliśmy wcześie, bo po 7.oo. Spało się dobrze. Po śniadaniu (nawet się nie pożegnaliśmy z gospodarzami, bo nikogo nie było w zasięgu wzroku) ruszyliśmy w góry. Zaczęło bardzo silnie wiać i szło się źle, ale mogliźmy już zobaczyć piękno rumuńskich gór. Oglšdaliźmy z zachwytem ogromne przestrzenie pasma Ţarcu (czyt. Carku). W zagłębieniu drogi, osłonięci murem skał złapaliźmy ostatni oddech cywilizacji w postaci zasięgu. Zadzwoniliźmy do rodzin. Rozmowa minutowa, żeby nie było za drogo (cena 1 minuty do Polski - ok. 8 zł). Łyk rakiji nie jest zły... Szlak na szczyt Ţarcu nie był trudny i szło się nieźle, mimo przygniatajšcych do ziemi garbów. Wreszcie nie padało i była piękna słoneczna pogoda. Nawišzaliśmy kontakt z pierwszym pasterzem i jego psami (rzeczywiście nie można tu raczej spotkać nikogo innego poza pasterzami). Witold z Adamem P. złapali niezły rytm i wysforowali się mocno do przodu. Mnie ciężko się oddychało i musiałem albo iść bardzo wolno, albo robić co jakis czas postoje. Jeszcze gorzej aklimatyzował się Adam K. Szedł jeszcze wolniej. Na podejście straciłem mnóstwo sił. Chłopcy na górze się już nieźle rozgoscili, gdy tam dotarliśmy. Zatrzymaliśmy się przy budynku meteo. Gospodarz tego lokalu (mieszkał tam chyba z kobietš i małš dziewczynkš) obdarował nas jakże cennym prezentem w postaci litra wody na głowę. Owce jak kwiatki na łšce... Tu również działały jeszcze telefony. Adam P. poprosił o podładowanie. Jegomość odpalił agregat i pośród wielkiego huku i spalin spełniał prośbę. Zrobiliśmy sobie dłuższy odpoczynek z kanapkami i herbatš. śmieci zgodnie z zaleceniami wyrzucaliśmy kawałek dalej. Było tam ich już sporo i walały się na dużej przestrzeni roznoszone przez wiatr. Niestety nie przywišzujš widać do tego zbyt wielkiej wagi. Obfotografowaliśmy się dobrze na samym szczycie (2190 m) i ruszyliśmy na szlak. Była cały czas piękna słoneczna pogoda i mimo ciężaru, byliśmy zachwyceni krajobrazami. Trafiliśmy nawet na sporš połać śniegu, która z pomarańczš i zieleniš gór a błękitnym niebem tworzyły wspaniały pejzaż. Schodziliśmy w kierunku przełęczy. Panorama... Czasami grupka rozcišgała się na odległość kilkuset albo więcej metrów i muszę przyznać, że człapałem na końcu. Zatrzymałem się chwilę nad rwšcym strumieniem. Opłukałem już nieco zgrzane członki, a szczególnie rozgrzanš głowš. Wprawdzie chroniliśmy się czapkami i okularami, ale czuć było, że słońce jest bardzo silne. Gdy chciałem się zbierać żeby gonić chłopaków okazało się że powypadało mi mnóstwo szpargałów z plecaka (w tym części z namiotu). Sporo mi zabrało zebranie się, a gdy już prawie byłem gotów stwierdziłem, że urwał się jeden ze sznurków przy pokrywie plecaka.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RumuniaWybierz obszar który Cię interesuje

RumuniaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju