Krajobraz w okolicach Matmaty Nieoczekiwanie jestem w Tunezji w Hammamecie.
Tunezja
Banarrek2005-08-18 15:39:32
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
chyba byliśmy w dwóch dyskotekach. Trochę potańczyliśmy i już musieliśmy wracać, bo zrobiło się już po drugiej. Wróciłem mocno wstawiony do pokoju, ale z drugiej strony cieszyłem się, że nie będę musiał już spać, bo zaraz pobudka. Położyłem się więc tylko na chwilkę... Po minucie czy dwóch był telefon - budzenie. Kazimierz wstał i zszedł z walizkš na śniadanie. Tym razem nie miałem najmniejszej ochoty na jedzenie, a nie chciałem zbytnio żeby mój towarzysz oglšdał mojš zmęczonš nocš twarz. Dziecko na ulicy w Sousse Nie wiem jak to się stało dość, że obudził mnie telefon. Nie miałem go ochoty odbierać, ale był tak nachalny, że znalazłem w sobie siłę. W słuchawce usłyszałem zdenerwowany głos Kazika, że wszyscy już siedzš w autokarze i zaraz wyjazd. Podobno próbował mnie budzić już drugi raz. Tym razem galopem (nie musiałem się ubierać) znalazłem się w autokarze. Głos miałem bardzo niski jednoznacznie wskazujšcy. Próbowałem usnšć w autokarze, ale miałem problemy. Ostatecznie jednak obudził mnie głos dobiegajšcy z głośników informujšcy, że dojeżdżamy do Tunisu. Odprawa przebiegła szybko. Zdšżyłem jeszcze wymienić ludziom dinary na euro, wejść do kibla i zaraz siedzieliśmy w samolocie. Tu również miałem problemy z zaśnięciem. Co chwilę się budziłem, a arabski pilot co jakiś czas wpadał w dziurę, by po chwili wznieść się znowu w górę. Byłem prawie pewien, że oto nadszedł wreszcie ten dzień, gdy przypieczętuje lot samolotem haftowaniem. Oczywiście śniadania nawet nie dotknšłem, co zbytnio Kazika nie zdziwiło. Do ostatnich chwil lotu nie byłem pewien czy dolecimy - góra, dół, góra, dół. Dokonywałem mistrzowskich operacji samokontroli, aby nie splamić się rzyganiem. Zatrzymanie samolotu było dla mnie prawdziwym szczęściem. W Warszawie powiało chłodem, zarówno w atmosferycznym sensie słowa, jak i przy pożegnaniach. Wszyscy już byli myślami gdzie indziej. Kupiliśmy w Orbisie bilety na pocišg i dotarliśmy na Centralny. Wlokłem za sobš walizkę, która chybotała się na dwóch kółeczkach. Kazik bez świadków nie miał litości - "Panie Arku - pije się z umiarem!!!" - gadanie. W takiej sytuacji jak moja chciało się pić bez umiaru. Musieliśmy sporo czekać na pocišg do Poznania. Wykorzystałem czas na rzyganie i zakup tabletki na ból głowy. Było bardzo ciężko. W pocišgu wreszcie zasnšłem mocniej i obudziłem się prawie trzeźwy co uradowało nie tylko mnie, ale i Kazika, który już naczytał się z mojej twarzy wielotomowe dzieło poprzedniej nocy. Na dworcu zaś czekała
Strona: Â 1 Â 2 Â 3 Â 4 Â 5 Â 6 Â 7 Â [8]
Zobacz zdjęcia:
Tunezja
Tunezja - wybierz obszar, który cię interesuje:










































