"Teraz Polska"
wolny Wyświetlono: 383 razy 2005-08-12 14:16:59![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.20 (51 głosów) |
ŁĄCZNA DŁUGOŚĆ: 1500 km
TERMIN: 08.07-31.07.2001
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Początkowo miała to być kilkudniowa eskapada rowerowa gdzieś niedaleko. Ot tak, żeby gdzieś w ogóle wyjechać na wakacje.
Z czasem przeistoczyła się we wspaniałą i pełną wrażeń miesięczną wyprawę po niesamowitych i niezwykle bogatych kulturowo terenach Polski. Zwiedzaliśmy zamki i pałace, stąpaliśmy po wysłużonych murach obronnych i basztach, penetrowaliśmy grobowce, lochy, piwnice, trasy podziemne. Wpadliśmy do prawdziwego kotła religijnego. Było nam dane podziwiać cerkwie prawosławne i unickie, zarówno te stare, drewniane, opuszczone, jak i te najnowsze urządzone ze smakiem i przepychem. Widzieliśmy meczet, byliśmy
w synagodze, modliliśmy się w Sanktuarium Matki Boskiej Kodeńskiej. Dotykaliśmy prawosławnych krzyży pokutnych na Świętej Górze Grabarce, odsłanialiśmy zarośnięte kamienne nagrobki na cmentarzu tatarskim, chwile zadumy przeżywaliśmy na cmentarzu żydowskim. Przejeżdżaliśmy przez najpiękniejsze miasta polskie, „perły architektury” i przez opuszczone wsie, gdzie diabeł mówi dobranoc ... W naszych wspomnieniach nie możemy pominąć „malowanej wsi” Zalipia, gdzie do dziś dnia pielęgnowana jest tradycja przyozdabiania barwnymi wzorami kwiatowymi domów, budynków gospodarczych, płotów, psich bud... Odwiedzaliśmy też muzea, skanseny, wystawy, galerie. Niezatarte wrażenie zrobiła na nas twórczość Zygmunta Beksińskiego, z którą zetknęliśmy się dopiero podczas tego wojażu. Odpoczywaliśmy w zaciszu nastrojowych kawiarenek, chłodnych winiarniach, jaki w ogródkach piwnych na rynkach wielkich miast. Nasz namiocik rozbijaliśmy na drogich Campingach PTTK, na dziko nad jeziorami, w ogrodach u dobrych ludzi. W czasie burz i powodzi korzystaliśmy z gościnności schronisk i Domu Pielgrzyma. Zajadaliśmy się miodem z prywatnych pasiek, jagodami z okolicznych lasów, wiśniami i malinami
z przydrożnych plantacji. Prowadziła nas Wisła, Bóg i San. Przedzieraliśmy się przez Góry Pieprzowe, wąwozy lessowe, Puszczę Białowieską gdzie stanęliśmy oko w oko z żubroniem. Z dziką radością zjeżdżaliśmy po serpentynach Wyżyny Sandomierskiej i Pogórza Przemyskiego. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, by zdążyć na Festiwal Filmowy do Sanoka - udało nam się dotrzeć na zakończenie... Ale warto było się spieszyć dla tych kilku filmów, które udało na się zobaczyć w ostatnim dnu festiwalu, bo to były prawdziwe arcydzieła. Tak wzbogaceni wracaliśmy pociągiem do naszych domów i obserwując zmieniające się pejzaże za oknem mieliśmy świadomość, że nawet jeśli kiedyś uda nam się wrócić w te miejsca to już nie będzie tak samo, bo przecież nic dwa razy się nie zdarza ...
| Oceń relację |
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















