Do Limy przylecieliśmy wieczorem. W tamtych szerokościach geograficznych noc i dzień trwają cały rok mniej więcej jednakową ilość godzin. Około godziny 18.00 robi się ciemno a około godziny 6.00 rano słońce wstaje. Na lotnisku na szczęście czekał na nas Paweł, którego poznaliśmy wcześniej przez internet (jego ojciec jest Peruwiańczykiem a matka Polką i pracuje w Ministerstwie Turystyki Peru). Ku naszemu zaskoczeniu zaprowadził nas do swojego Poloneza, którym porusza się po Limie na co dzień.
Lima, miasto ojca Szelgi

Tomcuk2005-08-12 13:47:33
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Mieliśmy mało pieniędzy, a mimo to jeździliśmy taksówkami, gdyż są one bardzo tanie. Zazwyczaj płaciliśmy około 7 zł za pół godziny jazdy (oczywiście po uprzednim, obowiązkowym wytargowaniu ceny). Poruszanie się autobusami byłoby dla nas niezwykle uciążliwe, gdyż w Limie nie ma w ogóle przystanków autobusowych. W każdym pojeździe obok ciągle trąbiącego kierowcy, w drzwiach znajduje się druga osoba, która stojąc w drzwiach krzyczy peruwiańskim slangiem języka hiszpańskiego, dokąd dany autobus jedzie. W ten sposób nawołuje ona ludzi z chodnika by wsiadali. To wszystko dzieje się w takim chaosie i tak szybko, że nie było szans by się dogadać. Szczególnie nachalnie kierowcy autobusów trąbią na obcokrajowców. Nasz przyjaciel Paweł przywiózł nas najpierw na plażę, która w Limie jest kamienista. W oddali widzieliśmy kilku Peruwiańczyków, którzy na wysokich falach uprawiali surfing – rzeczywiście fale i pogoda była idealna do jeżdżenia na desce. Nad plażą natomiast wznosiły się ogromne klify. Stamtąd na lotniach startowali miłośnicy sportów powietrznych. Następnie Paweł zawiózł nas w inne miejsce – tym razem widokowe. Z klifowego wybrzeża w ciepły, jedyny podczas naszego pobytu w stolicy Peru, słoneczny dzień podziwialiśmy piękno i siłę Oceanu Spokojnego. Na wysokim klifowym wybrzeżu znajduje się też park miłości. Wśród palm postawiono olbrzymi pomnik przedstawiający kochającą się parę.
KULT FALLUSA
Wieczorem Paweł pokazał nam jeszcze jedno ciekawe miejsce. W dzielnicy Barranco koncentruje się większość nocnego życia mieszkańców Limy. My wybraliśmy jedną z licznych dyskotek, w której gra się salsę. Tego typu dyskoteki nazywają się salsateki. W Peru panuje taki zwyczaj, że dziewczyny czekają przed dyskotekami na to, aż jakiś chłopak kupi im bilety i zaprosi je do środka. W oryginalnie wystrojonych salsatekach panuje niepowtarzalna atmosfera
...
Zobacz zdjęcia:
Peru
Peru - wybierz obszar, który cię interesuje:












































