Pierwsze zaskoczenie spotkało nas już na Okęciu: zakaz zatrzymywania samochodów po stronie „odlotniskowej”, przed i w hali odlotów dużo panów w czarnych strojach i kominiarkach z kałasznikowami w garści. Wokół stanowiska odprawy do Tel-Awivu (samolot ElAl-u) zasieki z grubego sznura. Atmosfera ciężka. Podchodzimy do stanowiska i przechodzimy przez dłuuugą rozmowę: dokąd, po co, czy mamy materiały na konferencję (musieliśmy zaprezentować slajdy i zaproszenia), na ile, gdzie itd... Dopiero na końcu rutynowe pytania o własnoręczne pakowanie bagażu, jego bezpieczeństwo itp. Oprócz nas (4 osoby) w samolocie są jeszcze 23 osoby prywatne (na ok 200) reszta to wracająca z Polski młodzież izraelska. Owa młodzież leciała z nami i do Polski (tzn jakieś inne grupy, ale tym razem było tylko 10 prywatnych osób). Młodzież jest w Izraelu w dużym poważaniu. Za wszystkimi spotykanymi tamże grupami chodzili zawsze 2 młodzieńcy z kałasznikowami (wchodzili z bronią nawet do kościołów pomimo napisu i obrazka, z którego jednoznacznie wynikało, że „no guns”).
Izrael, 7.03-21.03.1999

Brzoz2005-08-12 13:31:56
Wyświetlono razy (ostatnio: )
samolotów które nie mają hamulców, podchodząc doń nie jak zwykle od morza i miasta, lecz od gór i pustyni. Nie były to przyjemne wrażenia !! Oj, nie. Pocieszał nas fakt, że im zależy na młodzieży i pilot zrobi wszystko aby jednak szczęśliwie wylądować. Po 3 godzinach samolot naprawiono i ruszyliśmy ponownie. Tym razem już bez przygód. Wbrew oczekiwaniom nas wszystkich Izrael wydał się nam krajem niezbyt bogatym, znacznie bardziej arabskim niż europejskim i niestety policyjnym. Arabowie dominują, ich styl życia też. W Jerozolimie mieszkaliśmy w dzielnicy Chasydzkiej, traktowanej nawet przez Izraelczyków jako skansen. Nowojorski „Wilancburg” to przy tym mało atrakcyjne miejsce. Kolega odegrał rolę „gieroja”, gdy na prośbę ortodoksa w piątkowy wieczór zapalił światło w synagodze, zgaszone niechcący przez kogoś kto oparł się o kontakt. Dostał za to brawa i okrzyki „wot gieroj!”. Rosyjski jest teraz językiem cześciej spotykanym na ulicach niż jakikolwiek inny. Nie spotkaliśmy się z żadnym przejawem agresji. Wszyscy byli sympatyczni i życzliwi (gdy chcieliśmy zajrzeć do silnika naszego wypożyczonego opla natychmiast ktoś się zatrzymał i pytał czy nam pomóc)
W Jerozolimie mieszkaliśmy u polskich zakonnic Elżbietanek, za 19$/dzień (ze śniadaniem). Było b.sympatycznie. Jest to nowy dom lepiej położony niż stary – już za murami Starówki, lecz bardzo blisko, bezpieczniej się do niego dochodzi (z taksówki też jest znacznie bliżej, taxi nie mogą bowiem wjeżdżać w obręb Starych Murów).
Witraże Chagalla pojechaliśmy zobaczyć również wypożyczonym samochodem. Jest to 12 dość małych obrazów reprezentujących 12 ksiąg Jakuba. Witraże są wewnątrz szpitala (po którym szwendają się nieprzebrane rzesze pacjentów, wymieszanych z odowiedzającymi, szlafrokowcy i zdrowi, bez rozróżnienia!), w synagodze. Jak do wszystkiego w Izraelu trudno do nich dotrzeć. Żadnych wskazówek. Autochtoni często nie wiedzieli że mają taką atrakcje. Pani zapisywała z jakiego kraju są zwiedzający. Polską normę wyrobiliśmy za 4 miesiące (średnio 1 Polak na miesiąc tu dociera). W drodze powrotnej przeszliśmy bardzo szczegółową kontrolę. Trafiliśmy na jakąś idiotkę. O konferencji (najważniejszy gość, organizatorzy, tytuł i temat referatu, materiały konf. jej pokazać) musieliśmy długo opowiadać. Babsko chciało biletów wstępu (a kto to trzyma?) i prospektów. Domagało się ode mnie np. identyfikatora z PW (po pierwsze na PW nie ma takowych, po drugie gdyby nawet to kto by ciągał ze sobą??). Znajomi trafili na sensowniejszą osobę i ich kontrola trwała krótko.
Zobacz zdjęcia:
Izrael
Izrael - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















