Wylądowaliśmy w Seattle w czwartek po południu. Przejście przez bramki graniczno-celne trwało bardzo długo. Najpierw tamtejszy „Woprowiec” wypytywal nas o czas trwania wizyty i o to ile ludzi w Polsce ma karty kredytowe (mieliśmy ze sobą 160$ gotowki, karty kredytowe i cashowe), następnie zaś celnik poszukiwał u nas kapusty i kiełbasy. Ale do waliz nam nie zaglądał (zagląda-nie jest jednak dość powszechne). Zrąbani podróżą dotarliśmy do APA (naszych przyjaciół) w Bellevue.
USA, 24.08 - 13.09.2000

Brzoz2005-08-12 13:24:44
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Jechaliśmy z duszą na ramieniu, z wyłączoną klima-tyzacją (pot się z nas lał, mimo otwartych okien), z optymalną predkością. Za 25 kilometrów pod pięknym Joshua Tree znaleźliśmy budę, pod nią 2 dystrybutory (jeden był zepsuty) i babcię, która nalewała benzynę po uprzednim zainkasowaniu opłaty, cena istotnie wyższa niż gdziekolwiek indziej, ale dla nas to nie miało znaczenia. Reszta podróży przebiegała bez zakłoceń, była jednak nudna, brak widoków, jednostajny krajobraz dawał się we znaki. Gdy do kanionu pozostało nam 15 mil poczuliśmy się zaniepokojeni. Nic nie widać. Droga wiodła przez płaski lasek podobny do anińskiego, pełen niskich, rachitycznych sosenek, a gdzie ten kanion?? Po wjeździe do parku też się nic nie zmieniło. Pierwszą tabliczkę z napisem „View point” przegapiliśmy, przy następnej wysiedliśmy, przeszliśmy parę metrów i zawołaliśmy OOOooo!!! Kanion robi niesamowite wrażenie, jest to coś czego nie da się opisac, sfilmować ani sfotografować. Głębia, rozleglość, formy, barwy są nieospisywalne. To trzeba zobaczyć. Nad kanionem przeżyliśmy burzę (była piękna, ale zepsuła trochę widoczność, ulewa ukradła nam też trochę bezcennego czasu). Po samej krawędzi kanionu (tzw South Rim) przeszliśmy jakieś 6-8 km (cała trasa liczy 12 mil). Nie jest to szlak zabezpieczony, często idzie się dość blisko krawedzi, w dole widać szybujące czarne kondory a w oddali też samą rzekę Kolorado (i jej dopływy). Wydaje się wąska i mała. Samego dna kanionu zobaczyć się nie da (można tam zejść, wycieczka trwa 2 dni, głębokość kanionu to ok 1,6 mili, szerokość 12 mil, ale na krawędź północną można dostać się tylko przelatując, lub objeżdżając dookoła - ok 4-5 godzin jazdy). Do Seattle wróciliśmy w piątek późnym wieczorem (ok 23-ej) i żałowaliśmy, że nie mieliśmy jeszcze 1 dnia w Vegas (chcieliśmy wybrać się do Doliny Śmierci, czyli najcieplejszego miejsca na Ziemi, temperatura dochodzi tam do +57 C).
W sobotę pojechaliśmy przecinając góry Kaskadowe do Leaveworth, bawarskiej wioski. W latach 60-tych władze wioski stwierdziły, że trzeba coś zrobić dla poprawienia atrakcyjności miejsca i bardzo skromnych dochodów mieszkańców. Wymyślono bawarską wioskę. Złośliwi twierdzą, że jest to przykład jak sobie Amerykanie wyobrażają Bawarię (i że te wyobrażenia są całkowicie) błędne. Nie jest to jednak prawda. Domki w wiosce są bardzo urokliwe, w bawarskim stylu, z głośników sączy się tyrolska muzyka, można spożyć sznycel z kapustą i ziemniakami, sowicie polany piwem (niemieckim!). Dużo jest kwiatów na balkonach, zegarów z pozytywkami a nawet dorożek. W październiku jest organizowane October Fest. Ostatnią niedzielę spędziliśmy na przejażdżce wdłuż Puget Sound, byliśmy też w winiarni (nie polecamy). W poniedziałek odwiedziliśmy Dom Polski w Seattle, gdzie działa polska szkola, odbywają się występy zespołów z kraju, spotkania miejscowej Polonii. Dom został wyremontowany, stracił przez to swój zabytkowy charakter, a także zabytkowe uprawnienia (zlikwidowano urokliwą fasadę, zastepując ją litym murem przyozdo-bionym zwyklymi oknami). Mieści się tam też polska restauracja (szef kuchni, zwany ze względu na tusze Pavarottim, poleca oczywiście schabowy).
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























