W Bangkoku wylądowaliśmy ok. 10 rano. Powitał nas upał, smród spalin a także miła Tajka, która każdemu zakladała na szyję wianek ze storczyków, składała ręce w charakterystycznym dla Tajów geście powitania/podziękowania (przypomina to bardzo nasze złożenie dłoni do modlitwy) i przed wejściem do autobusu robiła zdjęcie (za które skasowała później po 300 bahtow, czyli po 30 zl, co jak na Tajlandie jest ceną wielce wygórowaną). Po krótkim odświeżeniu się w hotelu wyruszyliśmy na miasto. Postanowiliśmy przejść do centrum pieszo (spory kawałek), odwiedzając po drodze dzielnicę chińską (Chińczycy stanowią ok 40% mieszkańców Bangkoku i są niewątpliwie elitą intelektualno-finansową kraju. Do nich należą sklepy jublilerskie - bardzo powszechne, a także apteki) i hinduską. Od hotelu, przez całą naszą trasę wzdłuż chodników ciągnęły się niezliczone kramy i kramiki, najczęściej z jedzeniem (gotowanym lub smażonym), owocami i wszelkim badziewiem. Wysunęliśmy nawet tezę, że głównym zajeciem mieszkańców Bangkoku jest sprzedawanie. Kto jednak kupuje towary - nie zgadliśmy. Ceny jedzenia są zadziwiająco niskie. Dla przykładu: mrożony kokos z zatknietą rurką do picia - 10 THB (przypominam przelicznik 10 THB=1 zl), ogromny ananas skrojony i zapakowany na poczekaniu do plastikowej torebki 10 THB, owoc guavy czy mango tyleż samo. Smażona ryba z ryżem, lub jakieś inne mieso (lepiej się nie zastanawiać jakie) w ryżu i warzywach (porcja nawet dla Mirka) 20-30 THB, talerz gotowanych małż w muszlach 25 THB. Jeść można ile wlezie. Nasi polscy przewodnicy uprzedzali nas, że jedzenie nie jest zagrożeniem z powodu brudu, czy nieświeżości, lecz z powodu różnicy w bakteriach przewodu pokarmowego i zanim nasze bakterie się wymienią możemy mieć kłopoty. Na szczęście potwierdziło się to tylko w niewielkim zakresie (zaburzenia żołądkowe wystapiły tylko u mnie i to przez pół dnia). Chińa Town okazalo się jeszcze bardziej zatłoczone (ludźmi, motorowerami, tuk-tukami, czyli specyficznymi taksówkami Bangkoku, samochodami i kramami) niż tajska część miasta. To że jestesmy u Chińczyków łatwo było rozpoznać zarówno po dużej liczbie sklepów ze złotem, jak i po chińskich napisach na budynkach. Domy, choć ceglane, wygladąły na biedne, stare, z obłażącym tynkiem. Przejście przez jezdnię graniczy w całym Bangkoku z cudem. Zielone światło dla pieszych nie występuje nigdzie. Pamiętając o ruchu lewostronnym oraz o tym, że wszechobecne motorowery nie stosują się do żadnych przepisów pierzchaliśmy przed nadjeżdżającymi pojazdami, starając się ograniczyć liczbę przejść na „drugą stronę”. W mieście panuje ogromna duchota i smród jak z rury wydechowej. 11-to milionowy (?, a może więcej) Bangkok leży na poziomie morza, praktycznie nie ma tu wiatrów, miasto położone jest między siecią kanalów (asfaltowe ulice to całkiem niedawny wynalazek), powietrze jest więc duszne i malaryczne. Do tego nieprzeliczalne ilości starych dwusuwów dopsuwają atmosferę. Jedynie nad Chao Praya (z angielska Menamem) jest trochę rzecznej bryzy. Dzielnica hinduska jest troszkę mniej zatłoczona, trudniej tu o kramiki z jedzeniem (oczywiście tylko w porównaniu do Chińa Town, bo nie do tego co kiedykolowiek dotychczas widzieliśmy), ale za to łatwo o sklepy tekstylne. Pierwszego dnia staraliśmy się złapać jak najwięcej atmosfery miasta i jego mieszkańców. Z całą odpowiedzialnoscią stwierdzamy, że są bardzo miłymi, życzliwymi i pogodnie do świata nastawionymi ludźmi. Choć znajomość angielskiego jest bardzo slaba (tajski jest językiem tonalnym i Tajowi jest bardzo trudno nauczyć się jezyków europejskich), to kłopotów ze zrozumieniem nas nie mieliśmy (w tym przypadku zasada chcieć to móc świetnie się sprawdzała).
Tajlandia, 14.02 - 2.03.2001

Brzoz2005-08-12 13:21:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
sex-barów, pokazów go-go, a także barów dla gejów i transwestytów (pokazy tych ostatnich są nawet uważane za jedną z głównych atrakcji miasta, ale ci z wycieczki którzy już to widzieli odradzili nam udział). Plaża jest brudna i wąska, wzdłuż ciągną się sklepy i kramy. Bardzo duża wilgotność w Pattai (80-90%), do tego temp. w dzień 35-37, w nocy > 25 spowodowały że nasz aparat foto odmówił współpracy. Z Pattai zrobiliśmy sobie 2 wycieczki: do ogrodu Nong Nooch, gdzie widzieliśmy pokaz tresury słoni, ale już znacznie bardziej cyrkowo-komercyjny, oraz na farmę krokodyli. Jedliśmy tam zupę krokodylową. Była też demonstracja wkładania głowy tresera do paszczy krokodyla, ale szczęka gada była wczesniej potraktowana jakimś paraliżującym zastrzykiem; sam jej bowiem ani nie otwierał, ani nie zamykał. Zorganizowaliśmy ponadto wyprawę na rafę koralową. Rafa koło Pattai jest mało kolorowa (tak mówili bywalcy), ale dla nas była to pierwsza taka impreza (pływanie z maską i fajką) i naprawdę bardzo nam się spodobała. Widoczność w wodzie była na 10-15 m, wiedzieliśmy rafę, różnokolorowe ryby i mnóstwo bardzo dużych jeżowców. Mirek nawet nadepnął na jednego i przemycił do Polski 4 kolce. Uważamy, że odkryliśmy nową pasję i teraz chcemy jechać do Hurghady w Egipcie, gdzie jest podobno najpiękniejsza na świecie rafa. Pływanie i obserwacja podwodnego świata z maską są naprawdę proste, a to co się widzi przypomina bardzo filmy dokumentalne.
Włócząc się po mokradłach w okolicy naszego hotelu natknęliśmy się na pasące się słonie (dużo ich). Obok był po prostu kolejny ośrodek tresury i słonie po pokazach były wypuszczane na trawkę, aby się same najadły (ponad 100kg dziennie musi trochę potrwać!). W hotelu, sklepach po ścianach i sufitach wędrowały maleńkie, białawe jaszczurki, którym zapewne zawdzięczaliśmy brak komarów.
Gdyby nie powrót....
Podsumowując zachęcamy wszystkich do wyjazdu do Tajlandii. Kraj jest bardzo egzotyczny i azjatycki, a do tego wystarczająco „cywilizowany”, aby nie był uciążliwy dla tych, którzy do wygód cywilizacji przywykli. Do tego Tajowie są naprawdę życzliwi i dobrze się wśród nich czuliśmy. Zgodnie z naszą tradycją wrzucaliśmy pieniążki (bahty oczywiście) do wszystkich wodnych zbiorników (oprócz Pattai), aby tam powrocić....
Zobacz zdjęcia:
Tajlandia
Tajlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























