Przylot do Barcelony był jednym z mniej przyjemnych. Bardzo silne turbulencje sprawiły, że nie ogladaliśmy miasta z lotu ptaka, marzyliśmy tylko o jak najszybszym lądowaniu. Pociąg lotniskowy dowiózł nas sprawnie do Placa de Catalunya (największy i chyba najważniejszy plac). Rzuca się tu w oczy paskudny, bunkrowaty w swojej toporności (nowy!) budynek największej sieci hiszpańskich, ekskluzywnych domów towarowych El Corte Ingles. Ponadto na placu jest kilka imponujących fontann roznoszących silny zapach chloru, mnóstwo gołębi (ilość porównywalna z weneckim placem św.Marka), kloszardów, taksówek i innych rozmaitości. Po kilku chwilach znaleźliśmy nasz hotel – Australia – najgorszy ze wszystkich w jakich byliśmy (ściany działowe chyba z papieru, bardzo akustyczne, 1 łazienka damska i 1 męska na cały hotel, brak możliwości zagotowania wody, pod budynkiem metro wywołujące lokalne trzęsienia ziemi, itd, ochyda! Właścicielka musiała dać sporą łapówkę do przewodnika za polecanie tego przybytku).
Barcelona 24.01 – 26.01.2003

Brzoz2005-08-12 13:06:13
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Jest przy nim kilka ciekawych budynków, ale nie aż tak by o nich pisać. Naszą uwagę zwróciła mocno już zniszczona wkomponowana w bruk mozaika projektu Joana Miro (1976r) oraz stojący tuż nad wodą wysoki na 60m pomnik Kolumba (zaprojektowany na wystawę światową w 1888r, gdy Katalończycy uważali go za swego rodaka). Upamiętnia miejsce w którym Kolumb w 1493r zszedł na brzeg, wracając po odkryciu nowego lądu i przywożąc ze sobą karaibskich Indian. Przewodnik obiecywał, że można wjechać na głowę Kolumba, z której roztaczają się wspaniałe widoki na port, ale znaleźliśmy znaną nam już z Madrytu kartkę „cerrado” (bez podawania przyczyn). Obok Kolumba jest kilka ładnych XIX wiecznych budynków portowych, resztki murów obronnych, palmy oraz drzewa butelkowe(!). Na wybrzeżu stało kilka potężnych promów, my przeszliśmy słynnymi zwodzonymi mostkami do Barcelonetty– wioski portowej, która okazała się być kiepskim (acz typowym) centrum handlowym.
Chcieliśmy wrócić do miasta przez Starówkę, ale po zmierzchu wydała się nam zbyt niebezpieczna. Ulice opustoszałe, ciemne, bardzo wąskie (przypominające weneckie oraz piosenkę „uliczkę znam w Barcelonie...”). Po bezsennej (ze względu na bezustanne hałasy) nocy w hotelu wyruszyliśmy do Sagrada Familia. TO TRZEBA ZOBACZYĆ! Nie da się opisać bazyliki słowami. Ale faktów trochę mogę podać: Budowa jej rozpoczęła się w 1882r z funduszy publicznych. Początkowo głównym architektem, skromnego w zamierzeniach kościoła był Francesco Villar. 2 lata później nadzór nad pracami przejął Gaudi i niemal natychmiast zmienił skalę i kierunek projektu. Od 1912r zamieszkał na terenie budowy i żył tylko dla niej. Zbierał fundusze na kontynuację chodząc po mieszkaniach i prosząc o datki. Zginął w 1926r (przejechany przez tramwaj), ale pozostały jego plany budowy. Wojna domowa zniszczyła większość z nich, po jej zakończeniu budowę rozpoczęto
...
Zobacz zdjęcia:
Hiszpania
Hiszpania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





























