Przylot do Barcelony był jednym z mniej przyjemnych. Bardzo silne turbulencje sprawiły, że nie ogladaliśmy miasta z lotu ptaka, marzyliśmy tylko o jak najszybszym lądowaniu. Pociąg lotniskowy dowiózł nas sprawnie do Placa de Catalunya (największy i chyba najważniejszy plac). Rzuca się tu w oczy paskudny, bunkrowaty w swojej toporności (nowy!) budynek największej sieci hiszpańskich, ekskluzywnych domów towarowych El Corte Ingles. Ponadto na placu jest kilka imponujących fontann roznoszących silny zapach chloru, mnóstwo gołębi (ilość porównywalna z weneckim placem św.Marka), kloszardów, taksówek i innych rozmaitości. Po kilku chwilach znaleźliśmy nasz hotel – Australia – najgorszy ze wszystkich w jakich byliśmy (ściany działowe chyba z papieru, bardzo akustyczne, 1 łazienka damska i 1 męska na cały hotel, brak możliwości zagotowania wody, pod budynkiem metro wywołujące lokalne trzęsienia ziemi, itd, ochyda! Właścicielka musiała dać sporą łapówkę do przewodnika za polecanie tego przybytku).
Barcelona 24.01 – 26.01.2003

Brzoz2005-08-12 13:06:13
Wyświetlono razy (ostatnio: )
jakby je wyrzeźbiła woda, drewniane drzwi mają bardzo piękne kształty. Dom jest dobrze wentylowany, doświetlony (np przez wewnętrzne patio), oraz zorganizowany w sposób bardzo użytkowy (np okna otwierają się przesuwnie do góry). Kolejna atrakcja przy Passeig de Gracia to Casa Milo (zwany La Pedrera – Kamieniołom) Gaudiego. Wzniesiony w latach 1906-12 dla państwa Milo, jest ostatnim świeckim dziełem mistrza, który postanowił poświęcic się całkowicie budowie bazyliki Sagrada Familia. Budynek ma 8 kondygnacji, 2 wewnętrzne dziedzińce (będące osiami budowli) oraz niesamowity dach. Fasada budynku faluje, balkony mają bardzo wymyślne kute, żelazne balustrady (autorstwa współpracownika Gaudiego – Josepha Jujoli). Zwiedza się poddasze – z oryginalnymi łukami podtrzymującymi dach, apartament na ostatnim piętrze (meble i wyposażenie mieszkania z epoki Gaudiego, każdy eksponat można dotknąć, obejrzeć z bliska) oraz dach. Dach jest najdziwniejszym dachem jaki widzieliśmy. Mnóstwo na nim tzw. „straszaków na wiedźmy”, czyli rozmaitych form przypominających grzyby, stalaktyty, rycerzy, kopuły świątyń służacych pustej ozdobie oraz wentylacji domu.
Z La Pedrery poszliśmy do Sagrada Familia, mogliśmy zobaczyć ją przy pięknie zachodzącym słońcu, ale do środka już nas nie wpuszczono (i bardzo dobrze bo potrzeba dużo czasu oraz dobrego światła). Zmieniliśmy zatem kierunek zwiedzania i udaliśmy się na południe na La Rambla, czyli główną, naszym zdaniem stanowczo przereklamowaną, ulicę Barcelony. Nazwa pochodzi od arabskiego ramla, czyli koryto wysychającej rzeki. Oczywiście śladu po rzece już nie ma, ulica zaczyna się od Placu Katalońskiego i schodzi aż do morza. Jest teraz przerobiona na szeroki deptak, na bokach którego jest po 1 pasie dla samochodów. Deptakiem włóczą się tłumy turystów, pracujących cudaków (klowni, muzycy, ludzkie „rzeźby” i inni), żebraków i złodziei. Jest
...
Zobacz zdjęcia:
Hiszpania
Hiszpania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





























