• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Żywiec

pawelsz Wyświetlono: 619 razy 2005-08-12 11:43:11
  Ocena:3.19 (36 głosów)


Żywiec, to był nasz finał na sezon 2004, ponieważ w roku szkolnym już nie będzie czasu na dłuższe wycieczki. Co prawda, ta była jednodniowa, ale nasza (jak narazie) najdłuższa i najtrudniejsza, bo prowadziła przez jeden ze szczytów Beskidu Śląskiego i przełęcz Kubalonka.
więcej informacji na: www.strefawypraw.com

Wyjazd godzina 6.30 rano. Przed nami czekało ponad 200 km, ale ani razu nie zwątpiliśmy w swoje możliwości. Na początku trochę baliśmy się o pogodę, ponieważ niebo było całe zachmurzone (oczywiście nie było mowy o powrocie). Mimo, ze trochę ryzykowaliśmy jazdą w deszczu opłacało się, bo z nieba nie spadła ani jedna kropla, a dzięki temu dojechaliśmy bez dłuższego postoju do Cieszyna. Przejechaliśmy przez centrum, po czym ruszyliśmy dalej w stronę Ustronia.
...oby aparat nie spadł z bagażnika...
Na stacji benzynowej w Wiśle koło Jawornika, zrobiliśmy pierwszy dłuższy postój na kanapki. Lepszego scenariusza na początek naszej wycieczki nie mogliśmy sobie wymarzyć - pogoda świetna do jazdy, średnia prędkość - ponad 25 km/h. Po półgodzinnej przerwie ruszyliśmy. Naszym celem teraz była przełęcz Kubalonka (761 m.n.p.m). Podczas wjazdu natrafiliśmy na punkt widokowy, gdzie zrobiliśmy sobie zdjęcie, a następnie kontynuowaliśmy podjazd serpentynami. Kiedy dotarliśmy na 761 m.n.p.m odpoczęliśmy chwilkę, oczywiście obowiązkowo zrobiliśmy sobie zdjęcie i rozpoczęliśmy zjazd do Istebnej, stamtąd pojechaliśmy w stronę Koniakowa. Ledwo zjechaliśmy z przełęczy i już czekał nas bardzo długi podjazd na ok. 850 m.n.p.m. Widoki były tam cudowne. Przejeżdżając zauważyliśmy ze droga
Do szczytu jeszcze kawałek.
prowadzi tuż poniżej szczytu i postanowiliśmy ze wjedziemy na niego. Na górę prowadziła ekstremalna ścieżka, jak na możliwości naszych rowerów, ale dzielnie ją pokonaliśmy zdobywając szczyt Ochodzita (894 m.n.p.m). Tam nieszczęśliwie nadepnąłem na własne okulary słoneczne. Na szczęście odłamała się tylko ich część i dalej mogłem w nich jechać. Poprosiliśmy na górze pewnego fotografa, aby zrobił nam zdjęcie z wieżą, która była na szczycie. Zjazd ścieżką był równie niebezpieczny jak wjazd, ale poradziliśmy sobie. Następnie kontynuowaliśmy jazdę asfaltem. Tym razem było już z górki. Niestety momentami musieliśmy pokonywać brukowane odcinki drogi, które nie były najzdrowsze dla naszych felg (tym bardziej jadąc z górki).
W końcu przerwa.
Na 15 kilometrze przed Żywcem złapał nas mocny głód; okazało się, że była to pora obiadowa. Mimo tego nieprzyjemnego uczucia, z trudem jechaliśmy dalej, ponieważ stwierdziliśmy, że nie opłaca się zatrzymywać 15 km przed Żywcem skoro planujemy zrobić tam dłuższą przerwę. Był to dla nas najgorszy odcinek. Następnie, zgodnie z planem, zjedliśmy obiad (kanapki) na rynku. Zebraliśmy się ok. 17.00 jadąc w stronę Bielska, a następnie krajową drogą nr 1 do McDonaldu w Pszczynie gdzie zjedliśmy ostatnie kanapki. Do domu było już niewiele kilometrów.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju