Ziemniaki w skórkach nigdzie nie smakują tak jak na Gran Canarii. Lekko słone, maczane w jednym z sosów "mojo" najlepiej zajadać w którejś z małych restauracji z widokiem na ocean, na przykład w najsłynniejszym kurorcie wyspy Playa del Ingles.
Playa del Ingles



Podrozniczkaaaa2005-07-14 19:29:31
Wyświetlono razy (ostatnio: )
zainteresowani dalszą rozmową z handlowcami, jedziemy z nimi do którejś z nadmorskich miejscowości, oglądamy piękne apartamenty, dostajemy darmowego drinka, a jeśli wykazujemy dalsze zainteresowanie, to może nawet obiad, po czym nasi mili rozmówcy podsuwają nam umowę do podpisania, z której wynika, iż za jakąś kwotę stajemy się właścicielami willi czy apartamentu. Później jednak dopiero okazuje się, że z tego mieszkania możemy korzystać jedynie raz w roku i to przez tydzień. Willa może mieć więc praktycznie ponad pięćdziesięciu właścicieli. Po podpisaniu takiego dokumentu okazuje się, że chcąc wycofać się z przedsięwzięcia, trzeba zapłacić wysoką karę. Firmy naprawdę poważne zajmujące się wynajmem czy sprzedażą apartamentów nie działają poprzez ulicznych naciągaczy.
Dla każdego coś miłego
W niedalekiej odległości od Playa del Ingles znajduje się wiele atrakcyjnych miejsc. Na tych, którzy wypoczywają wraz z dziećmi, albo sami czują się młodo, czeka "Aqua Sur" z basenami, zjeżdżalniami, rurami i wszystkim tym, co jeszcze bardziej podnosi atrakcyjność wodnych kąpieli. "Palmitos Park", usytuowany kilka kilometrów na północ od kurortu, to subtropikalna oaza wypełniona egzotyczną florą i ponad dwustoma gatunkami ptaków. Można oglądać tam również akwarium i tresowane papugi. W "Mundo Aborigen" natomiast można przekonać się, jak żyli pierwotni mieszkańcy wyspy - Guanczowie. Ich figury pokazują, jak wykonywano codzienne czynności, a nawet jak Guanczowie byli karani. Za kradzież na przykład groziło... ukamienowanie. Aby na chwilę przenieść się z Gran Canarii na Dziki Zachód wystarczy odwiedzić "Sioux City", gdzie dobrzy i źli kowboje, na naszych oczach walczą ze sobą na pięści i rewolwery. Z Ameryki do Afryki przeniesie nas z kolei "Camel Safari Park", gdzie można podziwiać palmowe oazy na grzbiecie wielbłądów.
Najlepsze ziemniaczki
Restauracje Playa del Ingles oferują różnorodne menu. Cóżby to jednak była za przyjemność zjeść tam schabowego czy ogólnoświatowy rosół. Mnie najbardziej smakowała prosta potrawa, bardzo popularna na Wyspach Kanaryjskich: "papas arrugadas i mojo". Są to małe gotowane w łupinach ziemniaczki, które macza się w pikantnym sosie. Ziemniaki gotuje się jednak nieco inaczej niż u nas. Należy w garnku ułożyć je najwyżej w dwóch warstwach i wlać tyle wody, by były przykryte w trzech czwartych. Dosypać sporo gruboziarnistej soli oraz włożyć kilka plasterków cytryny. Położyć na ziemniakach czystą lnianą ściereczkę, chowając brzegi pod spód. Garnek przykryć szczelną pokrywką i gotować na dużym ogniu, aż ziemniaki będą miękkie. Nie należy ich nakłuwać lecz miękkość sprawdzać ręką. Gdy dodamy do nich sos "mojo" z czosnku, ostrych papryczek, oleju, octu winnego i pomidorów, ta prosta potrawa może okazać się przebojem naszego przyjęcia. A do ziemniaczków najlepiej smakuje "sangria" - poncz z wina i dużej ilości pokrojonych wszelkich owoców podawanych w sporych dzbanach.
Drogą pośród palm i niezliczonej ilości kwitnących krzewów, przede wszystkim bugenwilli i hibiskusów miło pospacerować nad oceanem, którego szum fal uspokaja skołatane nerwy. Gdy zostaniemy tam do wieczora, obejrzymy niezwykły spektakl gwiazd, które na czystym, bezchmurnym niebie są widoczne jak na dłoni.
Zobacz zdjęcia:
Pitcairn
Pitcairn - wybierz obszar, który cię interesuje:







































