Coraz rzadziej w miasteczku można spotkać rybaków w kraciastych koszulach i kobiety noszące jednocześnie siedem spódnic. Nadal jednak na plaży suszą się sardynki, a liczne restauracje podają narodową portugalską potrawę bacalhau - suszonego dorsza przyrządzanego na kilkaset podobno sposobów. Nazare przyciąga turystów nie tylko swym przepięknym położeniem, ale, przede wszystkim, kultywowaniem dawnych tradycji.Nazare, niewielkie portugalskie miasteczko, leży w środkowej części zachodniego wybrzeża, między skalistym Cabo Carvoeiro i Cabo Mondego w ujściu rzeki o takiej samej nazwie. Malowniczy brzeg ciągnie się tu niemal prostą linią opadając ku morzu stromo podciętą skarpą kilkudziesięciometrowej wysokości. W samym miasteczku skarpa wznosi się najwyżej, przekraczając wysokość 110 m.
Nazare



Podrozniczkaaaa2005-07-14 18:57:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
się także kraty zielone, czerwone lub czarne. Kupno kompletnego stroju pochłaniało blisko dwutygodniowy zarobek, toteż cerowano i łatano te ubiory aż do całkowitego zdarcia.
Dziś można jeszcze spotkać rybaków w kraciastych koszulach, którzy swoimi łodziami wyruszają na połów. W domach czekają stęsknione kobiety, które dawniej chodziły w siedmiu spódnicach naraz. Obecnie kobiety w kolorowych strojach sprzedają suszone owoce, pestki, orzechy na centralnym placu Nazare. Kiedyś wysiadywały na brzegu czekając na mężczyzn i, jak głosi legenda, nakładając codziennie kolejną spódnicę, aż do momentu, gdy mężowska łódź pojawiała się horyzoncie.
Do dziś zachowała się w Nazare tradycja żałobna. Kobieta, której mąż umiera, do końca życia chodzi w czerni. Zazwyczaj nie wychodzi drugi raz za mąż, gdyż tradycja sprzeciwia się temu. Wdowcy także ubierają się w czarne stroje, jednak im, po okresie żałoby, wolno ponownie się żenić.
Na plaży oglądamy siatki, na których suszą się sardynki i dorsze. Te ostatnie są szczególnie ulubione przez Portugalczyków. Miłość do tej ryby jest zjawiskiem trudno zrozumiałym dla przybysza z zagranicy, a Portugalczyk nie wyobraża sobie życia bez bacalhau.
Pod koniec XV w. żeglarz Joao Fernandes Lavrador dotarł do wybrzeży Ameryki. Stwierdził, że wody w tym rejonie roją się od wspaniałych ryb. Złapano ich tyle, że można było wyładować statki ogromnymi zasolonymi tuszami. Kiedy po kilku miesiącach okręty Lavradora powróciły do Porto, okazało się, że ryby doskonale zniosły podróż i po wymoczeniu w morskiej wodzie (dla usunięcia nadmiaru soli) nadają się do jedzenia.
Podobno Portugalczycy znają 365 sposobów przyrządzania bacalhau, na każdy dzień roku. Mnie najbardziej smakował bacalhau gotowany i wymieszany z ziemniakami, cebulą, jajkiem, sosem beszamelowym, a potem jeszcze zapiekany posypany serem. Pychota! Niestety, gotowany w tradycyjny sposób nie smakuje ani nie pachnie zbyt przyjemnie.
Wędrujemy po żółtej, szerokiej plaży zanurzając nogi w chłodnym oceanie z przykrością myśląc, że wkrótce trzeba będzie opuścić to urocze miejsce. Majka nie pozwala nam się smucić, obiecując, że dalsza trasa naszej wycieczki obfitować będzie w równie piękne miejsca. Ufając w jej słowa wyruszamy dalej na zawsze zachowując w pamięci miasteczko, w którym, jak nigdzie indziej, znaleźć jeszcze można żywe ślady dawnych tradycji.
Zobacz zdjęcia:
Portugalia
Portugalia - wybierz obszar, który cię interesuje:














































inka, 2006-01-13 18:23:09