Kiedy robi się ciemno, każda uliczka pełna jest straganów z ubraniami, pamiątkami, zegarkami i torebkami. Pośród nich wyrastają małe restauracje na kółkach, z kuszącymi aromatyczną wonią tajskimi przysmakami. Słynne bary go-go mrugają do przechodniów kolorowymi neonami. Kierowcy tuk-tuków prześcigają się w wymyślnych nawoływaniach przyszłych klientów. Wszędzie tłum, gwar, muzyka i drażniące nos zapachy. Taki jest Patpong - najsłynniejsza "nocna" dzielnica Bangkoku.
Patpong - dzielnica handlu, przysmaków i uciech



Podrozniczkaaaa2005-07-14 16:03:41
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Czekamy z niecierpliwością na zmrok. Liczymy swoje kieszonkowe, planujemy listę zakupów. Przed hotelem czekają w kolejce tuk-tuki, które zaraz powiozą nas do centrum miasta. Tajlandzka nazwa tuk-tuka (rikszy) brzmi samlor - "trzy koła", ale gdy powiemy tuk-tuk i tak każdy zrozumie, o jaki pojazd chodzi. Kiedyś po pociętym kanałami Bangkoku podróżowano prawie wyłącznie łodziami. Gdy zbudowano drogi, pojawiły się riksze ciągnięte przez człowieka. W wieku XX pojazdy te zostały zastąpione rowerowymi samlorami, które po wyposażeniu w tanie dwusuwowe japońskie silniki, po II wojnie światowej przekształciły się w dzisiejsze trójkołowce. Nazwa tuk-tuk pochodzi od charakterystycznego dźwięku, jaki wydają te przedziwne wehikuły. Tuk- tuki są nieocenione na krótkich trasach, ich kierowcy bowiem, zazwyczaj łamiąc wszelkie przepisy, zgrabnie przeciskają się między stojącymi w korkach taksówkami. I choć kilka lat temu zabroniono produkcji jakichkolwiek trójkołowych pojazdów, tuk-tuków na ulicach Bangkoku wciąż przybywa. Nic dziwnego, ich kierowcy, pracujący dla właściciela samlora, to zazwyczaj biedni imigranci z północno - wschodniej Tajlandii, a niewielkie kwoty, jakie otrzymują od szefa, muszą starczyć na wyżywienie często licznej rodziny.
Ustalamy cenę i wsiadamy do wygodnego koszyka. Rozpoczyna się wyścig. Niektórzy koledzy dają kierowcy dodatkowe pieniądze, by na Patpongu być przed innymi. Nasz Taj i bez pieniędzy rwie się do przodu. Zabawa, choć niebezpieczna, dobrze się kończy, ale ci, którzy przybyli ostatni, muszą nam postawić delikatne tajskie piwo.
Wkraczamy w labirynt straganów. Aż się oczy śmieją do kolorowych pamiątek, bluzek, sukienek, biżuterii. Pytamy o ceny i stajemy oniemiali - miało być tanio, a ceny podawane przez sprzedawców są wyższe od europejskich. Szef grupy, Darek, zaśmiewa się z naszych zaskoczonych min. - Tu nic nie kupuje się bez targowania,
...
Zobacz zdjęcia:
Tajlandia
Tajlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:














































