- Nie znam nikogo, kto nie lubiłby daktyli - mówi Abdelfettah tunezyjski towarzysz mojej ostatniej podróży po Tunezji. - Chyba że nie jadł świeżych owoców pochodzących z Touzer.Rzeczywiście, do tej pory jadłam tylko suszone daktyle kupowane w polskich delikatesach i, szczerze mówiąc, nie zachwyciły mnie one swym smakiem czy aromatem. Dodawałam je do ciasta, ale, żeby je jeść same jako deser czy słodką przekąskę...
Touzer - daktylowa oaza



Podrozniczkaaaa2005-07-13 17:05:38
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
siÄ™ daktylowym winem.
Prawie każdy turysta odwiedza w Touzer Muzeum Dar Charait. Oprócz pięknej kolekcji garncarstwa, dzieł sztuki starożytnej, galerii obrazów dużą atrakcję stanowią sale obrazujące codzienne życie mieszkańców Tunezji w przeszłości i obecnie. Są tu sypialnia beja, wnętrze pałacu, typowa kuchnia, hammam (łaźnia), sceny ślubne, namiot Beduinów, warsztaty rzemieślnicze. Wszystkie kukły wykonane w naturalnych wielkościach odziane są w piękne stroje przyozdobione typowo arabską biżuterią. Oprócz widowiska "1001 nocy" typu światło- dźwięk na uwagę zasługuje jedna z najnowszych inwestycji muzeum - edukacyjna droga przez dzieje Tunezji. Idąc przez kolejne stacje i słuchając opowieści z taśmy magnetofonowej (niestety jeszcze nie po polsku) poznaje się historię kraju od zarania dziejów aż po odzyskanie niepodległości w 1956 r. Znakomity pomysł, który można by przenieść do jednego z polskich muzeów.
To, co odróżnia Touzer od innych miast tunezyjskich, to m.in. architektura. Można ją oglądać w całym mieście, najpiękniejsza jednak znajduje się w starej XIV-wiecznej dzielnicy Ouled el-Hadef. Jest to labirynt wąskich uliczek i małych placyków słynący z techniki murarskiej, w której używano wystających fragmentów cegieł do tworzenia ciekawych, nieregularnych płaskorzeźb.
Wędrując po mieście spotykaliśmy się z ogromną sympatią mieszkańców. Od małych dzieci po staruszków prawie wszyscy mówili nam dzień dobry i pytali, skąd jesteśmy. Gdy dowiadywali się, że z Polski, uśmiechali się i natychmiast mówili "Polska - Polsat". Okazuje się, że jedną z najczęściej oglądanych tu stacji telewizyjnych jest nasz rodzimy "Polsat". Tunezyjczycy lubią patrzeć na nieco roznegliżowane długonogie blondynki i słuchać muzyki disco-polo. Nie podoba się to starszym, głęboko religijnym Tunezyjczykom, którzy twierdzą, że "Polsat" psuje ich młodzież.
Wieczoru w Touzer pewnie nigdy nie zapomnę. Podróżujący z nami dyrektor Urzędu Tynezyskiego do spraw Turystyki Abdelfettah Gaida sprawił nam przemiłą niespodziankę zapraszając na imprezę tunezyjsko - libijską, z okazji kończącego się "Tygodnia libijskiego". Tego wieczoru artyści tunezyjscy prezentowali libijskim gościom swoje umiejętności. Trójka polskich dziennikarzy była jedynymi turystami siedzącymi na widowni, wśród której był m.in. gubernator. Gdy okazało się, że ten ostatni obchodzi tego dnia urodziny, czuliśmy się naprawdę wyjątkowo. Oprócz oglądania ludowych tańców i śpiewów, mieliśmy okazję skosztować urodzinowy tort i, co sobie cenię najbardziej, podpatrzeć, jak naprawdę bawią się Tunezyjczycy i Libijczycy, co najciekawsze - bez alkoholu. Każdy, kto tylko ma ochotę, niezależnie od płci wychodzi na parkiet i tańczy, albo sam albo w towarzystwie innych. Nikogo nie dziwi, że mężczyzna prosi do tańca mężczyznę, a kobieta kobietę, nie ma to nic wspólnego z dewiacjami seksualnymi. Tańczą i młodzi i starzy do muzyki w wykonaniu współczesnych piosenkarzy i zespołów tradycyjnych z darbouką (małym glinianym bębenkiem), tablą (dużym bębnem) i zokrą (niewielką ale głośną trąbką).
Zobacz zdjęcia:
Tunezja
Tunezja - wybierz obszar, który cię interesuje:










































