Słowacja 2002
piotbula Wyświetlono: 1103 razy 2005-07-12 20:37:53![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.51 (92 głosów) |
Słowacja 2002
http://piotbula.republika.pl
Korzystając z długiego sierpniowego weekendu wybrałem się na Słowację by powspinać się w Słowackich Tatrach. Tym razem bez Krzysia, który spędzał wakacje z mamą, ale za to z Tomkiem, Danusią i ich 2-letnim Bartkiem.
Podróż odbyła się bez problemów i zwiedzanie Słowacji rozpoczęliśmy od Vlkolinca - miejsca mnie już znanego. Robiłem więc trochę za przewodnika :)). Za dużo nie zmieniło się od mojej ostatniej wizyty, no może pogoda, która tym razem nie sprzyjała naszym planom wycieczkowym. Niebo było zachmurzone, a od czasu do czasu padał deszczyk.
Nie mieliśmy słowackich koron, ale udało się nam wymienić pieniądze w barze w wiosce i po zakupieniu biletów przespacerowaliśmy się wśród malowanych domków. Po wykonaniu kilku fotografii pojechaliśmy do pobliskiego Rużomberoka. Ponownie gonieni przez deszcz zwiedziliśmy kościółek i obejrzeliśmy eklektyczny ratusz.
Kolejnym punktem wycieczki był Liptowski Mikulasz. Tutaj pochodziliśmy po sklepach i zjedliśmy obiad. Noclegi znaleźliśmy w pobliskich Bodicach płacąc po 20 koron za dobę od osoby. Wszyscy uczestnicy wycieczki okazali się być smakoszami słowackiego Vajecznego, zatem wieczór upłynął w miłej atmosferze.
Pogoda poprawiła się i postanowiliśmy zdobyć Chopok - drugi co do wysokości szczyt Niskich Tatr. Aby nie zniechęcać Danusi oraz Bartka pierwszy odcinek pokonaliśmy kolejką. Przed stacją kolejki tłumy turystów. Wyjazd na górę 100 koron a powrót już darmowy. Ilość turystów na szlaku nie ułatwiała wspinaczki. Czułem się jak na pielgrzymce. Kamienna ścieżka wiodąca na szczyt wyglądała jak autostrada w godzinach szczytu. Już dawno nie wspinałem się i niedługi w sumie podejście nieco mnie zmęczyło. Co gorsza na szczycie pojawiły się chłodne chmury i widoczność spadła do zera. Zamiast więc zdobyć jeszcze Dumbiera, co było w planach wróciliśmy do kolejki i zjechaliśmy w dół. Na gorze chłód, a na dole pełnia lata - cieplutko. Ponownie zjedliśmy obiad w Mikulaszu - tym razem w Rotundzie. Co dziwne ten ogromny lokal ma tylko niewielką część wydzieloną na restaurację, w pozostałej części - kawiarni obiadów nie podają. Dziwne zwyczaje - sporo ludzi rezygnowało z obiadu mając w perspektywie czekanie na miejsce.
Zwiedziliśmy jeszcze drewniany kościółek ewangelicki w Świętym Krzyżu przeniesiony tu z terenów, gdzie teraz znajduje się zalew na Wagu. Dzięki otaczającym kościół wewnątrz tarasom może on pomieścić zaskakująco dużo wiernych - jak na swoje gabaryty. Wieczorem udało się namówić Tomka na partyjkę mizerki przy Vajecznym.
Pierwotnie planowaliśmy wejść z Tomkiem na Krywań, ale coraz lepiej szła mi nauka Bartkowego języka.
| Oceń relację |
SłowacjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















