Często znajomi pytają nas, jaki kraj przez nas odwiedzony był najpiękniejszy i w którym ludzie byli najbardziej przyjaźni i gościnni ? I o ile odpowiedź pierwszą część pytania zawsze jest poprzedzona pewnym wahaniem, i nigdy tak właściwie nie jesteśmy całkowicie pewni (Każdy z odwiedzonych krajów był ciekawy i piękny na inny sposób), to na drugą część odpowiedź jest tylko jedna : w Pakistanie!
W gościnnym kraju (Pakistan)

Morartur2005-07-12 19:40:43
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
dorośli mężczyźni fascynują się tą grą, jak się cieszą ze zwycięstw i wyraźnie smucą porażkami. Okazało się, że oni również jechali do Quety. Do pociągu wsiedliśmy razem. Ponieważ nie potrafili wytłumaczyć nam, że pociąg do Quety właśnie wjechał, tylko na inny tor, chwycili nagle nasze bagaże i zaczeli z nimi biegnąć. Polecieliśmy za nimi i zajeliśmy współnie 1 przedział. W pociągu gra w chińczyka mogła toczyć się dalej. Przyłączyliśmy się do niej także my- grając na zmianę z trójką Pakistańczyków. Nasze przyłączenie się do gry spowodowało, że prawie wszyscy podróżni z wagonu z zainteresowaniem przyglądali się grze otaczając nas coraz ciaśniejszym kołem. Sympatia kibiców była zdecydowanie po naszej stronie. Każde wyżucenie przez nas 6 witane było radościom i klaskaniem, wyżucenie na kostce 1 natomiast z nieukrywanym żalem. Kibice nie ograniczali się tylko do obserwacji, cały czas komentowali bieżącą sytuację na planszy. Gdy wygraliśmy następowała ogólna radość, gratulacje i uściski. Rozegraliśmy może 10 parti. Najwięcej razy wygrała Asia, co ze względu na jej płeć i fakt ogrania przez nią mężczyzn wywoływało jeszcze silniejsze reakcje widowni i większy entuzjazm kibiców.
Gdy dotarliśmy do Quety kupiliśmy bilet na autobus do granicy. Właściciel lini autobusowej, którą mieliśmy jechać - widząc nasze zmęczenie (praktycznie od opuszczenia Goa w Indiach byliśmy cały czas w drodze - 5 dni bez noclegu w hotelu, podróżując w licznych autobusach i pociągach) udostępnił nam mały pokoik przy biurze - mogliśmy się tam umyć i trochę przespać, gdyż autobus odjeżdżał za dwie godziny. Po 18 godzinach byliśmy w Taftanie, na granicy Irańskiej. Był świt i granica była jeszcze zamknięta. Spacerowaliśmy po tej miejscowości, gdy odezwał się do nas łamaną angielszczyzną policjant. Gdy dowiedział się, że mamy chwilę czasu, zaprosił nas do swego domu. Popijaliśmy herbatę, słuchaliśmy pakistańskiej muzyki ze starego magnetofonu i rozmawialiśmy z naszym nowym znajomym. Gdy powiedzieliśmy, że podoba nam się puszczana przez niego muzyka, natychmiast podarował nam kasety. Kilka minut po pożegnaniu policjanta przekroczyliśmy granicę Iranu.
Chcielibyśmy wrócić jeszcze do Pakistanu. Mamy nadzieję, że Pakistańczycy się nie zmienili. Słyszeliśmy od innych podróżników, że pierwszym pytaniem, jakie stawiają teraz Pakistańczycy cudzoziemcą jest: Czy wy też macie bombę atomową. Na obywatela kraju bezatomowego ponoć patrzą z wyższością. Ponoć mieszkańcy kraju się zmienili. Nie wieżymy w to jednak. Dla nas Pakistan zawsze pozostanie synonimem gościnności. Wiemy także, że posiadamy ogromny dług
Zobacz zdjęcia:
Pakistan
Pakistan - wybierz obszar, który cię interesuje:












































beata, 2006-01-19 21:47:05