SYRIA W 16 DNI
-Panie Wiesiu, polej no pan ! Z tyłu autobusu dochodziły nas odgłosy imprezy urządzonej przez grupę handlarzy. 25 godzin temu wyjechaliśmy z Katowic.
Arabskie przygody (Syria)

Morartur2005-07-12 19:36:30
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Zaczęliśmy się dobijać do drzwi, ale w tym kraju nikt się zwykle nie spieszy. Nagle przed drzwiami hotelu pojawił się z dzikim okrzykiem na ustach Sudańczyk, a za nim policjanci. Jednak nieporozumienie zostało wyjaśnione dzięki właścicielowi hotelu.
***
ruiny PalmyryArak coraz mocniej zaczynał szumieć nam w głowach. Tańczyliśmy w dużym namiocie, wraz z tuzinem Beduinów i polskich żołnierzy z ONZ. Przygrywała nam trójka miejscowych muzyków, którzy wydobywali ze swych instrumentów egzotycznie brzmiące dźwięki. Największe podziw wzbudzał wśród nas Beduin grający na instrumencie zrobionym z puszki Shell'a, przymocowanego do niej patyka i kilku strun.. A grał naprawdę ładnie. Zaczynaliśmy popadać w stan błogiego zapomnienia, odużeni alkoholem, muzyką i wirującym tańcem.. A wszystko zaczęło się kilka godzin wcześniej. W bocznej uliczce w Palmirze , mieście leżącym na Pustyni Syryjskiej, zauważyliśmy samochód ze znakami ONZ i polskimi żołnierzami w środku. Chłopcy odbywali służbę w kontyngencie sił międzynarodowych stacjonujących na syryjsko-izraelskiej granicy. Po radosnym powitaniu postanowiliśmy wybrać się razem do jednej z otaczających Palmirę wiosek. Tam właśnie odbywała się beduińska uczta. Popijając arak podziwialiśmy trzy beduińskie tancerki . Arak to mocna wódka anyżkowa, która po dolaniu wody zmienia barwę na białą. Muzułmanie są przekonani, że Allah widzi,że piją mleko, a nie zakazany przez Koran alkohol. Po kilku godzinach, o 6.00 rano wsiedliśmy do autobusu mającego nas dowieźć do Damaszku. Zmęczeni, niewyspani, ale szczęśliwi i pełni wrażeń. Ta impreza w beduińskim namiocie , na środku pustyni, na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Ten nastrój egzotyki, muzyka, zatraceni w tańcu Beduini. Dla takich wspomnień warto znosić wszelkie trudy podróży.
***
Przepychaliśmy się wśród tłumu podziwiając jednocześnie wygląd wielkiego, krytego bazaru w Damaszku. Rozmawiając po polsku zwróciliśmy uwagę młodego naganiacza, który zwrócił się do nas w ojczystej mowie.
-Jesteście z Polski?
Dziedziniec Meczetu Omajidów w DamaszkuBył to Darek, pół Syryjczyk, pół Polak. Jego rodzice mieszkają w Polsce, on zaś został w Damaszku na straży rodzinnego interesu - sklepu z pamiątkami. Marzył aby wyjechać do Polski, osiąść tam i założyć rodzinę. Zapominając o obowiązkach zaprosił nas na kolację.
W Damaszku rozpoczęły się nasze problemy wizowe. Ambasada Królestwa Jordanii odmówiła nam szybkiego wydania wiz i kazała czekać 6 tygodni. Było to dla nas zaskoczeniem. Wiedzieliśmy, że rok wcześniej Polacy uzyskiwali w Damaszku wizę od ręki. Oczywiście 6-tygodniwe czekanie nie wchodziło w grę. Grupa stanęła przed wyborem: zrezygnować z dalszej podróży lub dostać się do Egiptu drogą powietrzną. Zdecydowaliśmy się kupić bilety, co na Bliskim Wschodzie nie jest takie proste. Sprzedawano nam bilety na samolot, w którym nie było wolnych miejsc lub na lot, którego nie było. Wszystko skończyło się pomyślnie. Pozostało nam tylko czekać na samolot, który miał nas zabrać do Egiptu, gdzie czekała nas nowa przygoda.
Zobacz zdjęcia:
Syria
Syria - wybierz obszar, który cię interesuje:













































