Petersburg
buza Wyświetlono: 483 razy 2005-07-12 18:22:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.54 (39 głosów) |
wyjazd zaplanował i przygotował Robert Markiewicz, niestety z powodu CHWILOWYCH kłopotów zdrowotnych nie mógł z nami wyjechać. Mimo to zebrała się całkiem spora ekipa: Ewa Misiaczek z Bartkiem, Wojtek Ilkiewicz z Gosią, Jarecki B12 z Ewą, Budyń oraz autor z Moniką. Pierwszy nocleg jeszcze w Polsce w gospodarstwie agroturystycznym w Gulbieniuszkach.
www.buzar.skonet.pl
Wjazd do Litwy odbył się gładko. Należy tylko pamiętać o wykupieniu ichniejszego ubezpieczenia bo Zielona Karta tam nie obowiązuje. Pierwsze zwiedzane miasto to Kowno ( Kaunas). Czyste, ładnie odnowione centrum. Trochę gorzej z przedmieściami.
Pyszny posiłek. Tylko dla niektórych zabrakło widocznie naczyń, bo zupę podano w chlebie ;)
grzej się, grzej na słoneczku, teraz będzie już tylko chłodniej...
Następny przystanek to Góra Krzyży (Krzyźu Kalnis) w okolicach Siaualiai. Piszą w przewodnikach, że większa od polskiej Grabarki... Wydawało się nam, że niekoniecznie.
Nocleg pod Rygą. Nieco zmęczeni objechaliśmy hotele w centrum, ale ceny ponad 100 euro od osoby nieco nas odstraszyły... Na szczęście tutejszy motocyklista na skuterze poratował nas i pokazał przytulny motel za 25 euro za pokój na wylocie w kierunku Tallina.
następnego dnia szybki przelot do Tallina z pięknymi widokami - jedzie się cały czas drogą wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Odwiedzenie plaży było więc obowiązkowe. Granica bez problemów.
Tallin przywitał nas ogromnym zawodem. Okazało się, że z powodu kry na Zatoce Fińskiej część statków ( wodoloty) nie kursuje i podróżujący po tani alkohol Finowie wykupili wszystkie miejsca na pozostałych promach. Chytry plan, by do Petersburga pojechać przez Helsinki nie wypalił. Najbliższe wolne miejsca były za 3 dni... Nie pozostało nic innego jak przenocować w Tallinie i do Rosji wjechać z Estonii. Sam Tallin to piękne miasto, nastawione na obsługę Finów jeżdżących zabawić się i na zakupy. Przenocowaliśmy w Kalev Jacht Club w czystych i niedrogich pokojach ze śniadaniem.
dobrych humorów nie popsuła nawet "guma" w Misiaczkowym Freewindzie
adąc wzdłuż wybrzeża mogliśmy sami przekonać się, że kursy wodolotów nie wstrzymano bez powodu...
Od tego momentu zaczął towarzyszyć nam chłód ( ok. 3 - 6 st.) i deszcz - aż do wyjazdu z Petersburga. Zanim jednak Petersburg, trzeba było przekroczyć granicę w Narvie. Mimo deszczu zwiedziliśmy zamek po stronie Estońskiej oglądając bliźniaczy - rosyjski po drugiej stronie rzeki Narva.
Niestety Rosja przywitała nas ponurą rzeczywistością rodem z zamierzchłej epoki. 4 godziny stania na granicy tylko dlatego, że panienka z okienka nie zna alfabetu łacińskiego i wszystkie dane z paszportu przepisuje stukając jednym palcem po klawiaturze co i raz dopytując jak to się czyta... Nie wspomnę już o deklaracjach z setką pytań - wszystko tylko po rosyjsku. Odnieśliśmy wrażenie, że trzymanie w nieskończoność innostrańców na granicy to taki tutejszy sport-rozrywka. Jeszcze przed wjazdem na teren Rosji musieliśmy zrobić awanturę żeby nie wpuszczano coponiektórych do odprawy bez kolejki.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






















