Majówka w Paryżu 2003
piotbula Wyświetlono: 831 razy 2005-07-12 00:30:55![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.05 (19 głosów) |
MAJÓWKA W PARYŻU 2003
http://www.piotbula.republika.pl/
Tym razem wycieczka miała charakter rodzinny w szerokim tego słowa znaczeniu. Do Paryża wybraliśmy się w 8 osób: ja z Krzysiem, brat Janusz z żoną Agnieszką i Kacprem, brat Paweł i bardzo daleki kuzyn Marcin ze świeżo poślubioną żonką Renatą.
Ilość uczestników wymogła na nas jazdę dwoma samochodami. Wyjeżdżając o 7.00 po pokonaniu 1100 kilometrów dojechaliśmy po 12 godzinach do pierwszego punktu wycieczki - Amsterdamu. Pozostało tylko znaleźć nocleg. Na kempingu Gasper wbrew informacjom z internetu nie mieli niestety domków, ale miła pani w recepcji zaproponowała nam zakup namiotu, albo niedrogi hotel obok za jedyne 130 euro za dwójkę. Zrezygnowaliśmy z jednego i drugiego. Uzyskaliśmy od niej jeszcze telefony do innych amsterdamskich kempingów i o dziwo po pierwszym telefonie mieliśmy zarezerwowane dwa domki na kempingu Het Amsterdamse Bos (tel. 020 - 641 6868). Po dotarciu na miejsce okazało się, że nasza czwórka nie była najgorsza - nawet z ogrzewaniem, ale dwójka dla młodej pary to szopka 2x2m z pryczami zajmującymi prawie całą powierzchnię. Zapłaciliśmy po 11euro od osoby, a po piwku i herbatce w niezłej kempingowej knajpce ruszyliśmy jeszcze na nocne zwiedzanie Amsterdamu.
Dość długo szukaliśmy miejsca do zaparkowania samochodów oglądając miasto z okien samochodów, ale w końcu wjechaliśmy na podziemny parking przy dworcu kolejowym - 3 euro za godzinę. Spacerując doszliśmy do głównego placu przed pałac królewski, gdzie akurat porozstawiane były różne karuzele. Obejrzeliśmy zatem Amsterdam nocą z gondoli ogromnego młyńskiego koła - frajda dla naszych pięciolatków - jedna z wielu w czasie tej wycieczki. powłóczyliśmy się jeszcze trochę po ulicach, wzdłuż kanałów i trzeba było wrócić na kemping.
Przed wyjazdem zapragnęliśmy jeszcze zobaczyć Amsterdam za dnia. Parking w tym samym miejscu i spacer wzdłuż kanałów, aż do giełdy kwiatowej. Zgodnie z informacjami z przewodnika masa tu rowerów. Zastanawia jedynie ich przeciętna klasa. Może takie rzadziej giną :).
Oglądanie pięknych kamieniczek przerwał deszcz, który wygonił nas do samochodów. Pojechaliśmy zatem na południe. Jechaliśmy coraz dalej, a deszcz nie ustawał. Zrezygnowaliśmy zatem z noclegu w Belgii i dojechaliśmy aż do Lille, gdzie wreszcie pokazało się słoneczko. Postanowiliśmy zatem zobaczyć to duże francuskie miasto. Podobno przepiękna starówka nieco przypomina Brukselę. Kiedyś trzeba będzie to sprawdzić. Piękny plac, ratusz, okazałe kamienice nie były jednak w stanie zagłuszyć uczucia głodu, więc głównym punktem programu okazał się być obiad w restauracji libańskiej - nie wszystkim smakowało, a ja zajadałem się arabskimi przystawkami. Wróciły wspomnienia o kuchni syryjskiej.
| Oceń relację |
FrancjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















