UZBEKISTAN 2004
Uzbekistan 2004


Piotbula2005-07-11 23:23:07
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
i o 5 rano przysłał mi smsa z tą radosną wiadomością. Mieliśmy cały dzień by przejechać przez Dolinę Fergany i spotkać się wieczorem w Osz. Do dworca znajdującego się przy bazarze mieliśmy bardzo blisko i od razu złapaliśmy marszrutkę nr 60 do Kuliuk. Na tych przedmieściach Taszkientu gromadzą się kierowcy szukający pasażerów do Doliny Fergańskiej. Bez problemu znaleźliśmy kierowcę i zapakowaliśmy się do nexii za 4000 sumów do Kokand. Może rozsądniej i taniej byłoby pojechać prosto do Andijan, ale chciałem jeszcze po drodze przynajmniej zobaczyć Kokand, który był kiedyś stolicą chanatu. Po minięciu Angran ukazały się naszym oczom ośnieżone szczyty górskie zamykające ogromną dolinę od zachodu. Przed przełęczą zatrzymaliśmy się na chwilę przy straganach i poczęstowano mnie białą kulką. Zapytałem cóż to, a usłyszałem że suchy jogurt. Jeszcze nie zdarzyło mi się jeść takiej przekąski. Ugryziony kawałek w połączeniu ze śliną pęczniał w ustach i cała kulka wielkości piłeczki pingpogowej zajęła mi pół godziny. Smakowało nieźle a i nawet biegunki nie dostałem :)
Na przełęczy Kamchik ( 2267m ) też było ciekawie. W wybudowanym niedawno tunelu nasz kierowca włączał światła od czasu do czasu. Raz o mało co nie wjechaliśmy w stojącą na środku drogi koparkę bez żadnego oznakowania. Tak jak napisano w przewodniku, gdy człowiek zjedzie z przełęczy i znajdzie się w Dolinie Fergany na usta ciśnie się pytanie - gdzie tu dolina? Powierzchnia Doliny to 22000 kilometrów kwadratowych. Dopiero na mapie widać, że to faktycznie dolina. Wokoło piękna zieleń i pola uprawne. Dawniej było tu również sporo terenów pustynnych, ale nawadnianie z Syr-Darii, którą po drodze przekroczyliśmy, spowodowało duże zmiany w przyrodzie. Jak to w życiu bywa coś za coś - tu pięknie, a nad Morzem Aralskim słona pustynia.
Po 3 godzinach byliśmy na miejscu i kierowca zaproponował nam, że pokaże nam najciekawsze zabytki Kokandu ( po uzbecku Qugon ). Obejrzałem więc w błyskawicznym tempie medresy Kamal Kazi, Sahib Mian i Narbutabey. W międzyczasie dostałem kolejną wiadomość od brata, że już czeka w Osz. Postanowiłem więc zakończyć zwiedzanie i ruszyć dalej na wschód. Oczywiście po obiadku - 7 szaszłyków za 3000s. - ugościliśmy też kierowcę. Po małych komplikacjach z kierowcami jechaliśmy wkróce do Andijan. Okazało się, że nasz kierowca to pediatra, który porzucił zawód lekarza z powodu zarobków - podobno 20 usd miesięcznie. Jako kierowca zrobi tyle w 2-3 dni. Zafundował nam jeszcze lody w centrum Andijan i wsadził do tico jadącego do granicy. Jechaliśmy z młodymi Uzbekami, którzy chcieli odwiedzić swoje rodziny w Osz. Mimo, iż to miasto drugie co do wielkości w Kirgizji, większość mieszkańców to Uzbecy. Wszyscy przechodzili przez granicę bez większych problemów - albo mieli wizy, albo dawali łapóweczki. Nas poproszono do pokoiku służby granicznej. Siedzieliśmy dość długo, aż przyszedł dowódca i po angielsku porozmawialiśmy o naszej wycieczce. Dostaliśmy w końcu stempelki i nasza przygoda w Uzbekistanie dobiegła końca.
Zobacz zdjęcia:
Uzbekistan
Uzbekistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























