W południe dojechałem do granicznej miejscowości Esztergom, w której znajduje się potężna Bazylika.
Węgry

Mmrufkazzz2005-07-11 21:13:09
Wyświetlono razy (ostatnio: )
W życiu nie widziałem takiego potężnego kościoła. Granicę przekracza się promem, który nie bez problemów pokonuje potężny nurt Dunaju. Cały czas dokuczał mi potężny upał, ale postanowiłem dojechać tego dnia do Budapesztu. Jechałem dość szybko szosą, po której jeździło bardzo dużo motocykli (na punkcie których mam fioła). Około godziny 21 byłem w centrum Budapesztu. Było masakrycznie gorąco, a po alejkach spacerowała cała masa ludzi. Tego dnia wypiłem chyba z 8 litrów płynów! Gdy jadłem kanapki z paprykarzem na bulwarze nad Dunajem, nagle zgasły światła. Co jest ? Nagle jakieś huki i błyski. Okazało się, że to pokaz sztucznych ogni. Część miasta zgasła, samochody się zatrzymały, a nad potężnym budynkiem parlamentu błyskały sztuczne ognie. Było to coś niesamowitego. Później pojechałem na Wzgórze Zamkowe. Cała masa wież i wieżyczek, potężne pomniki, rzeźbione poidełka i wszystko wspaniale oświetlone. Gdy przejeżdżałem koło jakiegoś reflektora, rzucałem ogromny cień na ścianę. Nie miałem gdzie spać, a że byłem już dość zmęczony (zrobiłem tego dnia 120 kilometrów i była już północ), rad nie rad położyłem się więc spać pod potężnym murem. Wstałem skoro świt. Budapeszt dopiero budził się ze snu. Miasto przykryte było jakby mgłą, ale okazało się, że to nie była zwykła mgła tylko smog. Postanowiłem przeznaczyć ten dzień na zwiedzanie Budapesztu (miałem przewodnik, który został wydrukowany w dodatku do gazety). Niedaleko Placu Bohaterów trafiłem na słynne węgierskie łaźnie. Po rozszyfrowaniu cennika kupiłem bilet (600 forintów za 2 godziny) i uderzyłem do środka. Tam 11 a reszta w zabytkowych pomieszczeniach. W każdym inna temperatura. Od 16 stopni w basenikach przy saunach, do 38 stopni w jakiś leczniczych basenach ze "śmierdzącą" wodą. Wyszedłem stamtąd jak nowonarodzony. Później przeczekałem największy upał w parku mocząc się co chwila w fontannie. Uliczny termometr pokazywał 42 stopnie. Około godziny 17 wyjechałem nie bez problemów z miasta. Muszę przyznać, że Budapeszt jest znakomicie przystosowany do jazdy rowerem. Cała masa ścieżek rowerowych, poobniżane krawężniki i dużo drogowskazów dla turystów. Moim kolejnym celem był Balaton, jezioro o długości 74 km. Nocowałem na niewielkiej górze nad jeziorem Valencei-to. Tego dnia zrobiłem około 70 kilometrów. W nocy potężnie dokuczały mi komary i było bardzo gorąco. Wstałem skoro świt. Dużą część dziennej trasy pokonywałem rano, zanim zaczynał dokuczać upał. Na Węgrzech podobało mi się to, że w miejscowościach stoją przy drodach pompy, pod którymi bardzo często się chłodziłem i moczyłem koszulkę (w której obciąłem rękawy). Balaton okazał się bardzo ciepłym jeziorem, woda jest czysta, ale ponieważ wszędzie jest lekki muł, przy kąpiącej się masie ludzi woda była mętno biała. Nad Balatonem każdy kawałek wybrzeża jest zagospodarowany. Jechałem wzdłuż jeziora kąpiąc się co chwilę. Wieczorem po południu zerwała się tak gwałtowna burza, że się jechać nie dało, a z drzew leciały ogromne ilości gałęzi. Z daleka dostrzegłem na wzgórzu ruiny jakiegoś zamku. Postanowiłem, że będę tam nocował. Przestało padać, ale cały czas grzmiało. Po kolacji, gdy się ściemniło, obserwowałem błyskawice. Tego dnia zrobiłem około 130 kilometrów. Rano obudził mnie deszcz. Cały mokry ruszyłem w trasę. Moim sposobem na deszcz była jazda. Jak się pedałuje to mimo, ze jest się mokrym ciągle jest ciepło. Skoro nie miałem namiotu to jechałem (bo lubię jeździć w deszczu). No i tak zajechałem do...
Zobacz zdjęcia:
Węgry
Węgry - wybierz obszar, który cię interesuje:















































