22 sierpień
Do Pingxiangu dojeżdżamy w okolicach południa i jak należy się domyślać zaczyna się kolejna zabawa. W końcu dowiaduję się, co mieli na myśli autorzy przewodnika pisząc, że na przejście graniczne jeżdżą specjalne taksówki na motorze. A jak wygląda taka taksówka? Bardzo prosto. Jest to nic innego, jak motor z... przyczepką, która mnie osobiście kojarzy się z miniaturką wozu, jaki jeździł po wielkich preriach Stanów Zjednoczonych.
Wietnam 2002
Geoanjaaaaa2005-07-11 20:13:22
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
a ściany boczne są tylko otynkowane. Dlaczego? Z prostej przyczyny, pomiędzy dwoma takimi kiszkami można wybudować kolejną, więc nie opłaca się tego malować. Gdy wjeżdżamy do miasta wybucha mała awantura, która jest uwerturą do następnej. Kierowca chce nas wysadzić byle gdzie. Australijczyk wkurza się i ostatecznie wiozą nas w odpowiednie miejsce. Tutaj z kolei dochodzi do kolejnej już większej afery, bo kiedy chcemy płacić, gość nie chce dolarów tylko wietnamskie dongi. Tym razem Aśka denerwuje się i to nie na żarty. Mówi, że jak ten kierowca nie chce pieniędzy, to nie dostanie nic. Ostatecznie jednak je bierze.
Mamy szczęście, jak spod ziemi pojawia się sympatyczny Wietnamczyk, który prowadzi nas do tańszego hotelu. Znajdujemy się w starej dzielnicy francuskiej. W dodatku obsługa hotelu jest bardzo miła i wszystko może nam załatwić poczynając od wymiany pieniędzy do zorganizowanych wycieczek. Trafiamy do pokoju znajdującego się na ostatnim - czwartym piętrze. Szerokość budynku jakieś 4 metry. Całkiem przyjemnie, jest nawet klimatyzacja i taras, z którego roztacza się widok na stolicę. Widok nie jest imponujący, bo widać praktycznie same domy - kiszki z tarasami podobnymi do naszego i na dodatek zagraconymi.
Stolica zaskakuje nas swoją innością. Życie toczy się tutaj na chodniku. Przez ulicę ciężko jest przejść, bo porusza się po niej niezliczona ilość skuterów. Ma się wrażenie, ze zostanie się za chwilę przejechanym, ale widać, iż Wietnamczycy są dobrymi kierowcami. Trzeba wykonać niezły slalom pośród skuterów przechodząc przez ulicę. Tak w ogóle to ktoś, kto porusza się piechotą ma ciężki orzech do zgryzienia, bo zazwyczaj idzie nie chodnikiem tylko poboczem ulicy. Dlaczego nie chodnikiem? Już wyjaśniam. Jak wcześniej wspomniałam na chodniku toczy się normalne życie. Tutaj siedzą ludzie, gotują, jedzą, rozmawiają, a część chodnika jest zastawiona niezliczoną
...
Zobacz zdjęcia:
Wietnam
Wietnam - wybierz obszar, który cię interesuje:











































Jezeli takie rzeczy wzbudzaja u ciebie zadowolenie, to pozostaje mi tylko wspolczuc...
gars, 2006-10-03 17:12:38