Laos 2004
piotbula Wyświetlono: 746 razy 2005-07-11 12:13:35![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.08 (60 głosów) |
LAOS 2004
http://www.piotbula.republika.pl
3.11.04 Huay Xai
Drugim krajem na naszej trasie był Laos. Całe szczęście, że zdążyliśmy przed 17 dopłynąć na drugą stronę Mekongu. O tej godzinie celnicy kończą pracę i granica jest nieczynna. Dbają tu o ludzi pracy jak przystało na kraj komunistyczny. Prawdę mówiąc jednak, tego komunizmu przez cały tydzień naszej podróży, nie było aż tak bardzo widać.
Wizy mieliśmy załatwione już w Polsce więc odprawa przebiegła błyskawicznie. Zapłaciliśmy po 15 tajskich bahtów, wypełniliśmy karty imigracyjne i po chwili byliśmy w Huay Xai. Noclegu nie szukaliśmy zbyt długo. Weszliśmy do najlepiej w mieście wyglądającego hotelu "Thaveesinh" w stylu lekko kolonialnym i za 300 bahtów wynajęliśmy bardzo przyzwoite dwójki z łazienką i telewizorem. Był nawet anglojęzyczny program filmowy. Za hotel można było zapłacić zarówno w bahtach, jak i w dolarach, albo laotańskich kipach. Najbardziej mnie zdziwiło, że w odróżnieniu od Tajlandii mieliśmy gniazdka elektryczne w pokoju i mogłem podładować akumulatorki do aparatu.
Przed hotelem spotkaliśmy mówiącego po polsku Niemca (jak się potem okazało ambasadora Niemiec w Laosie), który doradził nam by następnego dnia do Luang Prabang płynąć jednak "slowboatem" i zrezygnować ze "speedboata". Główny problem to, oprócz częstszych poważnych wypadków, ogromny hałas przez cały czas podróży. Podobno po sześciu godzinach rejsu przez kilka dni nie słyszy się nic. Mówił też, że jego dwie znajome wynajęły całą łódkę na następny dzień za 300 usd.
Ze spotkanymi znajomymi Francuzami poszliśmy do guesthouse'u po przeciwnej stronie ulicy od naszego hotelu i załatwiliśmy bilety na łódkę do Luang Prabang. Bardzo dobrze mówiąca po angielsku Laotanka w średnim wieku sprawiała wrażenie największej bussineswoman w miasteczku. Zapłaciliśmy po 700 bahtów od osoby za dwudniową podróż "wolna łódką". Łodzie ekspresowe kosztują 1400 bahtów.
Słoneczko zachodziło ślicznie po tajskiej stronie Mekongu, więc udałem się na małą sesję zdjęciową nad rzekę, a potem na klasztorne wzgórze. Tu mieliśmy jeszcze okazję wysłuchać modlitewnych śpiewów mnichów buddyjskich. Spotkaliśmy też zorganizowaną wycieczkę brytyjsko-niemiecką, której trójkę uczestników spotykać mieliśmy każdego dnia w czasie naszej podróży w Laosie :)
Po zachodzie słońca miasteczko sprawiało jeszcze bardziej egzotyczne wrażenie niż za dnia. Ruch samochodowy minimalny, a motorowerowy całkiem spory. Szukając miejsca na kolacje odwiedziliśmy kilka lokali, aż w końcu zdecydowaliśmy na położoną nieco dalej od rzeki miłą knajpkę z romantyczną muzyką.
| Oceń relację |
LaosWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















