12 sierpien 2003
O 7:30 mam pociag pod turkmenska granice, wiec Olga budzi mnie o 5:30 abym spokojnie zdazyla. Daje mi siatke swiezych winogron z wlasnych winorosli i czas mi w droge. Na dworcu okazuje sie, ze pociag tylko przyjezdza o 7:30, a odjezdza godzine pozniej. Kasa nie sprzedaje biletow, mowia ze w tym podmiejskim pociagu placi sie te 25 centow bezposrednio konduktrowi. Czekajac na odjazd mam okazje zobaczyc, jak wysypuje sie ze zdezolowanego pociagu kolorowy tlum z wiadrami pomidorow i workami melonow na bukharski bazar.
Turkmenistan



Kinga2005-07-01 19:06:33
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.64 z 5.00. 11 głosów oddanych
zagryzana iranskim chlebem.
16 sierpien 2003
Temur Hasan dotrzymuje obietnicy. Jest jeszcze ciemno i ja jeszcze spie, kiedy on odpala maszyne i rusza dalej. Kiedy wstaje, ogladam wschod slonca w bocznym lusterku. My suniemy na zachod i okolo osmej rano docieramy do celu - portu nad Kaspijskim Morzem rozlewajacym sie ni z z tego ni z owego posrodku pustkowia. Nie wjezdzam poki co do miasta - musze zorientowac sie najpierw czy i o ktorej bedzie prom. Okazuje sie, ze wlasnie przyplywa, a nawet dwa. Jak przyplyna, rozladuja sie, zaladuja, to poplyna z powrotem do Baku w Azerbejdzanie. O ktorej? Jak beda gotowe t odplyna. Niedlugo. To jest najdokladniejsza informacja, jakiej ktolwiek moze mi udzielic. A kiedy otworza kase? Wkrotce. Po dziewiatej. Zjawia sie jeszcze kilkoro pasazerow i czekamy do jedenastej, kiedy to na nasze stukanie w okienko pojawia sie niezadowolona kasjerka. Tu tez maja dwie rozne ceny. Obywatele Turkmenistanu placa manatami - rownowartosc okolo 10$. Obcokrajowcy dolarami - 45$! Z nieuprzejma kasjerka nie mam nawet co probowac. Pytam wiec delikatnie portowych urzednikow. Wiedza o co mi chodzi, rozumieja. Mowia, ze kiedys bylo mozna wprowadzic kogos na prom nieoficjalnie, po lokalnej cenie, teraz jednak jest to zupelnie niemozliwe. Gdyby to od nich zalezalo, bylabym ich gosciem, jednak w tym momencie nie moga nic zrobic. Coz, pozostaje mi zaplacc te 45$, bo nie widze innej mozliwosci przedostania sie przez Kaspijskie (wyjezdzajac dzisiaj, bo dzis koniec mojej wizy). Dopelniam jeszcze mase formalnosci - rejestracja, deklaracja celna, ponowna rejestracja, pieczatka wyjazdowa.
Na promie pomocnik kapitana prowadzi mnie do swojej kajuty i mowi, aby sie rozgoscic. Mowie, ze nie, dziekuje. Formalnie, to 45$ to najtansza opcja, bez kajuty, mowie wiec, aby pokazal mi gdzie moge posiedziec. Olbrzymi prom ma jednak zaledwie kilku pasazerow, wiec niski okragly kapitan sam poleca wydanie mi oddzielnej kajuty. Dostaje zadziwiajaco przestronne pomieszczenie - pokoj goscinny, sypialnie i lazienke z prysznicem. Okazuje sie, ze za czasow Zwiazku Radzieckiego byla to kajuta "pracownika politycznego", ktory obowiazkowo towarzyszyl kazdemu rejsowi. Teraz stoi pusta i sluzy dla specjalnyc gosci. Woda przybiera intensywnie turkusowy kolor kiedy odplywamy i tylko z pokladu promu zegnam sie z niewielkim Turkmenbashi, ktorego z bliska nie zobaczylam. Wyplywamy okolo drugiej po poludniu. Zawitamy w Azerbejdzanie okolo drugiej w nocy. Kupa czasu, ale zlatuje blyskawicznie, bo nie mam czasu sie nudzic. Biore prysznic, zapoznaje sie z pracujaca w kuchni Azerbejdzanka. Stolowka obsluguje teraz tylko zaloge i mlodych praktykantow, ale tez zostaje nakarmiona i zaproszona na kolacje. Udaje mi sie tez zaniesc posilek niewidomemu rosyjskiemu Turkmenowi, siedzacemu samotnie w sali dla ludzi bez kabiny. Zostaje tez zaproszona na herbate do kapitana, a wieczorem, po obejrzeniu malowniczego zachodu slonca, na kolejna herbate przez wspolpasazerki, corke i matke jadace do Dagestanu kolo Czeczeni.
Pamiętam, że pewnego dnia wraz z kolegą postanowiliśmy pojechać w góry, na granicę z Iranem powiedzmy turystycznie. Dogadaliśmy się w recepcji hotelu Nissa z pewnym człowiekiem, który pracował w transporcie. Hotel Nissa ma swoją filię w wspomnianych górach, człowiek od transportu tam kursuje więc pozwolił nam zabrać się ze sobą. Jechaliśmy dwupasmową drogą przeznaczoną tylko dla prezydenta lub ludzi za okazaniem spec przepustki. Na bramkach kontrolnych kosztowało nas to 10$, więc za 30$ dotarliśmy na miejsce. Góry to dosłownie pustynia, wspinaliśmy się na górę z przewodnikiem, żeby zobaczyć Iran, niestety tuż przed szczytem podszedł do nas pogranicznik irański z AK47 w ręku. Próby negocjacji ($) nie powiodły się i musieliśmy zawrócić. Wróciliśmy do Ashabadu następnego dnia, tą samą drogą po noclegu w fili hotelu (byliśmy tam jedynymi gośćmi na 30 pokoji!). Pozdrawiam.
Rudy, 2006-04-25 19:38:02
W Turkmenistanie poznałem dobrze tylko Ashgabad i najbliżej położone miejscowości: Kiptczak, Gokdepe, malownicze góry przy granicy z Iranem, Ciurli. Po całym Turkmenistanie nie mogłem się swobodnie poruszać. Kiedy pewnego razu wybrałem się na pustynię Kara Kum i udało mi się przejechać kilka punktów kontrolnych to zatrzymano mnie na posterunku zlokalizowanym na skraju pustyni i rozmowa wyglądała mniej więcej tak: Gdzie jedziesz? ja: Na pustynię? on: Po co? ja: Po prostu zobaczyć pustynię on: Co tam oglądać jest tam tak samo jak tutaj. Zawracać.
Znajomy Turkmen poradził mi żeby przy następnym takim spotkaniu na pytanie po co tam jedziesz? Odpowiedzieć: jadę na spotkanie ; z kim? - z przyrodą ;))
Jeszcze raz wielkie brawa dla Ciebie jestem pełen uznania i podziwu.
Pozdrawiam
Arek
Arek, 2006-04-02 14:39:19
Zobacz zdjęcia:
Turkmenistan
Turkmenistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



















ludze niestety zyja tam w straswznych warunkach bez wody gazy czy swiatla..jedynie stolica jeszcze jako tako wyglada..dzieki tym budyneczka prezydenta..
osobiscie jestem ciekaw jak zmienila sie sytuacja w tym kraju po smierci prezydenta bo niestety te wiadomosci ktore do nas docieraja sa bardzo znikome i nie zawsze prawdziwe..
pozdrawiam piotrek
piotrek, 2007-06-25 17:19:36