19 czerwiec 2003
Chopina trzydzieste urodziny. Nie wiem gdzie w tym momencie jest, ani jak je spedza, mam tylko nadzieje, ze w miare przyjemnie. Wszyscy obcokrajowcy w moim dormitorium (para Niemcow, Anglik i Irlandka) jeszcze spia, kiedy budze sie wczesnie rano i ide okrazyc raz jeszcze, tym razem o poranku Zlota Swiatynie. Wszyscy Sikhowie sa juz oczywiscie na nogach, a jeden z siwa broda przyczepia sie do mnie. Jego angielski jest ograniczony i dosc monotematyczny, i sklada sie z powtarzanych nieustnnie trzech zdan: "Are you married? You beautiful. You good wife." Musze go rozczarowac, ze jego zona nie zostane.
Pakistan



Kinga2005-07-01 19:00:41
Wyświetlono razy (ostatnio: )
w jednym biurze, podstemplowanym w drugim, udaje sie kupic bilet - nie, nie na stacji, a w biurze rezerwacji biletow, tez w innej czesci miasta. Gdybym chciala pomiedzy tymi biurami jezdzic rykszami, a nie miejskim autobusem, to wydalabym wiecej niz na sam bilet, ktory po calym tym zachodzie kosztuje mnie niecalego dolara - za calonocna jazde w damskim przedziale. Mam jeszcze cale popoludnie i wieczor, wiec zostawiwszy plecak w damskiej poczekalni biore autobus do starego miasta Lahore, ktorego jeszcze nie mialam okazji obejrzec.
Zwiedzam najpierw wielki, elegancki, historyczny Meczet Badshahi tuz na przeciwko otoczonego wysokim murem fortu. Potem za 4 rupie (tu przynajmniej maja takie same centy dla wszystkich) przechodze sie po forcie, a na koniec fascynujacym labiryntem uliczek starowki. Tu uliczki zorientowane sa tematycznie - jest uliczka ze sklepikami z niewiarygodnym wyborem materialow, jest "zlota uliczka" ze sklepami jubilerskimi, tuz obok niej inna z ciagiem sklepow z drogimi sukniami slubnymi (we wszystkich kolorach). W innej czesci starowki jest uliczka z przyprawami i ziolami, od krotych kreci w nosie i szczypie w oczach, rowniez z wszelkiego rodzaju orzechami i suszonymi owocami. Niezly widok stanowi tez ta z garnkami, kotlami i dzbanami. Panuje tu jakas szczegolna atmosfera, a widoki przypomiknaja te z basni tysiaca i jednej nocy.
Z powrotem pod dworcem kolejowym, na jednym z ulicznych stoisk pije olbrzymia szklanke gestego shake'a ze swiezych mang. Wlasciciel stoiska nie tylko odmawia przyjecia ode mnie pieniedzy, ale jeszcze daje mi manga i kilka sliwek w prezencie. Nie wiem, co jest, ale kiedy pozniej wstepuje do restauracji na placka i potrawke, jest podobnie. Szef mowi, ze jestem ich gosciem, przynosi mi jeszcze pomimo mojego protestu "7 up" oraz deser ze slodkiego ryzu z kardamonem. Wypelniona do granic mozliwosci, o polnocy wsiadam do pociagu do Rawalpindi.
22 czerwiec 2003
Podobnie jak autobusy,
...
Zobacz zdjęcia:
Pakistan
Pakistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























