5 czerwiec 2003
Po kolejnej nocy w przyjemnym goscincu koreanskiego klasztoru w Lumbini, dzisiaj czas ruszyc dalej. Do Indii, bo jestesmy zaledwie dwadziescia pare kilometrow od granicy. Po sniadaniu z koreanskiego proszku przypominajacego bardziej wyrafinowana tybetanska tsampe, napelniam dwie butelki schlodzona woda z cytryna i cukrem - domowej roboty lemoniada. Przy takich upalach mozna leciec na samych owocach i lemoniadzie. Lokalny autobus zabiera nas do Bairawa (Siddhartanagar), gdzie wysylamy ostatniego z Nepalu maila i przesiadamy sie do glosnego, trojkolowego dzipa, ktory wysadza nas w Sonauli, tuz pod granica. Tam wymiamy resztke nepalskich rupi na indyjsie i jestesmy gotowi. Gotowi na dalsza czesc naszej pielgrzymki - bo dla Chopina ta czesc podrozy jest pielgrzymka. Zobaczywszy miejsce, gdzie Budda narodzil sie i spedzil mlodosc, teraz w Indiach Chopin chce odwiedzic miejsca, gdzie osiagnal oswiecenie, nauczal oraz umarl.
Indie



Kinga2005-07-01 18:58:53
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
od niego uwolnic. W kocnu, kiedy ponownie nalegam, widzac ze nie zartuje, rozczarowany pokazuje mi przystanek, spod ktorego odjezdza autobus pod Czerwony Fort.
Nie zdazylam jeszcze odpowiedziec na wszystkie maile (a staram sie w miare mozliwosci odpowiadac - i znajomym, i nieznajomym), wiec wpadam jeszcze na pol godziny na internet niedaleko mojej swiatyni. Wpadam na pol godziny, a konczy sie na dwoch, bo w tym samym momencie, pareset kilometrow dalej, wpada na internet Chopin, wiec czatujemy na yahoo messanger. Telepatia? Chyba mamy jakis szczegolny kontakt, i to nie tylko ze soba nawzajem, ale z wieloma ludzmi, bo w tym momencie tez przychodza jedna po drugiej, kilka wiadomosci, od Chopina mamy, oraz znajomych, z trzech roznych kontynentow.
17 czerwiec 2003
Temperatura w Delhi ostyluje nieustannie w okolicach 45 stopni, a moze i jeszcze wiecej. Spedzam dzien jezdzac autobusami po zatloczonych ulicach miasta. Na dworzec kolejowy, internet, do pakistanskiej ambasady. Zjawiam sie pod ambasada na pare minut przed 16:00 i wraz z tlumkiem Hindusow oraz jednym Niemcem czekamy okolo godziny, az racza otworzyc swoje niewielkie okienko za kratkami. Kidy w koncu otwieraja, urzedni wrecza mi bez slowa paszport - z gratisowa wiza. Nie zdaze juz na pociag do Amritsar, wiec jade tylko na stacje i kupuje bilet na pociag o 6:50 rano. Internetowa telepatia dalej trwa. Tym razem, kiedy wstepuje do cyberkafejki, odzywa sie Jason (ktory jest juz z powtotem u siebie, w Kaliforni), do ktorego przyjechala wlasnie Grace z Tajwanu i proponuje, ze moze do mnie przedzwonic. Jest tu akurat telefon, siec podaje mu numer i po chwili rozmawiam, przec wiekszosc czasu z Grace, ktora dzieli sie ze mna doswiadczeniami nowego dla niej zycia. Jest dokladnie w tym miejscu, w ktorym my bylismy u poczatku naszej podrozy.
18 czerwiec 2003
Dzien w sikhowskich swiatyniach zaczyna sie przed switem. O czwartej na dranem ich swieta ksiega zostaje uroczyscie przeniesiona
...
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























