12 maj 2003
Wstepujemy z rana po raz ostatni do tybetanskiego domu na herbate. Kobieta krzata sie, goscinnym zwyczajem za kazdym lykiem uzupelnia nam szklanki, podczas kiedy jej maz bierze talie kart, zatacza nimi kolko nad rodzinnym piecykiem i zaczyna rozkladac je na lozku, za kazdym rozlozeniem zdajac relacje zonie z tego co wyszlo. Wyglada na to, ze wroza sobie na dzisiejszy dzien i ze jest to jedna z rutynowych, codziennych czynnosci, takich jak wydojenie jaka, czy rozpalenie w piecyku. Szkoda, ze nie znamy tybetanskiego, aby zrozumiec, co powiedzialy karty. Chopin kladzie kilka juanow na domowym oltarzyku i ruszamy w dol, w strone granicy.
Nepal



Kinga2005-07-01 18:57:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
itd. Wchodze do jednego ze sklepikow z zamiarem kupienia jakis lekkich, wygodnych spodni. Wychodze z popularna tutaj spodnica-sarongiem. Rzadko nosze spodnice, ale czuje sie w tym lepiej niz przypuszczalam. Po poludniu, kiedy Chopin ucina sobie drzemke, odwiedzam pobliski, niewielki, prywatny dom dziecka. Oglaszaja sie, ze potrzebuja wolontariuszy. Nie mamy planu dluzej sie tu zatrzymywac, ale same odwiedziny tez sa ciekawe. Przyjemnie zobaczyc dom dziecka, w ktorym wszyscy zyja jak jedna rodzina, a dzieci wydaja sie szczesliwe. Wiekszosc dzieci mowi calkiem niezle po angielsku, bo dzieki sponsorom stac je na prywatne szkoly, gdzie angieslki jest jezykiem wykladowym. Spedzam mile popoludnie, bawiac sie z mlodszymi i rozmawiajac ze starszymi wychowankami. Nie chce wnikac w historie ich zycia, ani pytac dlaczego tu trafily. Tak jak i w polskich domach dziecka, tylko znikoma czes to prawdziwe sieroty. Jedna ze starszych dziewczynek wypytuje mnie o moj kraj, o rodzine, rodzenstwo. Sama ma osmioro rodzenstwa. Mowi, ze to nie jest dobrze, bo pochodzi z biednej wioski i rzadko kiedy wszyscy w jej licznej rodzinie byli syci, a wiekszosc zycia, niedlugo po tym jak sama nauczyla sie chodzic, przechodzila z mlodszym rodzenstwem na plecach.
31 maj 2003
Wybieramy sie dzis na pobliska, slynna gore Sarangkot. Podejscie pod gore i dotarcie do szczytu zajmuje nam jakies 2.5 godziny. Mamy szczescie, ze wczoraj pod wieczor spadl deszcz, co oczyscilo troche atmosfere, tak ze ze szczytu ukazuje nam sie chwilowo czesciowo odkryty widok na osniezone himajskie pasmo siedmio i osmiotysiecznikow - kilka szczytow Annapurny. Zejscie z powrotem nad jezioro zajmuje nam dwa razy dluzej, bo Chopin podejmuje sie poporowadzic nas ciekawsza droga, wiec bladzimy po okolicznych wzgorzach, wioskach i dzungli. Owszem, jest ciekawie, tylko parno i goraco, bo slonce znowu swieci pelna moca. Ale ciekawie jest popatrzec na miasto i okolice z gory, z kilku roznych perspektyw.
1 czerwiec
...
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























