12 maj 2003
Wstepujemy z rana po raz ostatni do tybetanskiego domu na herbate. Kobieta krzata sie, goscinnym zwyczajem za kazdym lykiem uzupelnia nam szklanki, podczas kiedy jej maz bierze talie kart, zatacza nimi kolko nad rodzinnym piecykiem i zaczyna rozkladac je na lozku, za kazdym rozlozeniem zdajac relacje zonie z tego co wyszlo. Wyglada na to, ze wroza sobie na dzisiejszy dzien i ze jest to jedna z rutynowych, codziennych czynnosci, takich jak wydojenie jaka, czy rozpalenie w piecyku. Szkoda, ze nie znamy tybetanskiego, aby zrozumiec, co powiedzialy karty. Chopin kladzie kilka juanow na domowym oltarzyku i ruszamy w dol, w strone granicy.
Nepal



Kinga2005-07-01 18:57:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
obgryzac. Kupuje jej na stoisku obok kilka samosow z warzywami oraz porcje ryzu. Kobieta przjmuje i prosi o pieniadze, ale wolimy dzielic sie jedzeniem. Chopin daje jej jeszcze potem kawalek arbuza.
Przechodzimy przez most i zatrzymuje nam sie osobowy pickup - nie tylko rzadki tutaj, luksusowy rodzaj stopa, ale jeszcze jadacy prosto do Ghorka - tam dokad wlasnie chcielismy pojechac. Odbijamy od glownej drogi i po dwudziestu malowniczych kilometrach pod gore wysiadamy w centrum Ghorka. Gorna czesc miasteczka rozciaga sie wzdluz brukowanych uliczek, po ktorych nie jezdza samochody i jest tu przyjemny spokoj. Na drewnianej platformie pod daszkiem nieopodal swiatyni siedzi dwoch brodatych sadhu, ktorzy zapraszaja nas do przysiascia sie. Przysiadamy sie na chwile, pytamy czy mozemy zostawic tu na troche plecaki i sie przejsc.
Bez plecakow przechodzimy sie do dawnego krolewskiego palacu - fortu na wzgorzu nad miasteczkiem. Za niezle widoki ze szczytu oraz obejerzenie palacowch i swiatynnych budynkow placimy godzinna wspinaczka po prowadzacych na sama gore kamiennych schodach. Szkoda, ze niedozwolone jest robienie wewnatrz fortu zdjec, bo misternie rzezbione okna oraz inne detale krolewskic budynkow robia wrazenie. Z powrotem na dole kupujemy kilka cytryn i garsc cukru i robimy na naszej kuchence gar herbaty, ktora czestujemy siebie oraz dwoch swietych mezow. Ten starszy, spokojniejszy, z dluzsza broda z wdziecznoscia przyjmuje. Drugi, troche mlodszy, mowiacy lamanym angielskim, wydaje sie byc lekko pijany, albo nacpany, a najprawdopodobniej jedno i drugie. Mowi, ze nie chce herbaty. Czy mozemy dac mu jesc. Mowimy, ze nie mamy akurat zadnego jedzenia. Wygrzebuje wiec z jednego ze swoich workow pare garsci ryzu i kilka niewielkich ziemniaczkow i pokazuje na nasza kuchenke. O.K. Chopin zgadza sie mu to ugotowac. Uszczesliwiony sadhu siada z powrtoem w swoim katku i zaczyna angieslko nepalski monolog skierowany do mieszkajacego tu z nimi kulawego
...
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























