12 maj 2003
Wstepujemy z rana po raz ostatni do tybetanskiego domu na herbate. Kobieta krzata sie, goscinnym zwyczajem za kazdym lykiem uzupelnia nam szklanki, podczas kiedy jej maz bierze talie kart, zatacza nimi kolko nad rodzinnym piecykiem i zaczyna rozkladac je na lozku, za kazdym rozlozeniem zdajac relacje zonie z tego co wyszlo. Wyglada na to, ze wroza sobie na dzisiejszy dzien i ze jest to jedna z rutynowych, codziennych czynnosci, takich jak wydojenie jaka, czy rozpalenie w piecyku. Szkoda, ze nie znamy tybetanskiego, aby zrozumiec, co powiedzialy karty. Chopin kladzie kilka juanow na domowym oltarzyku i ruszamy w dol, w strone granicy.
Nepal



Kinga2005-07-01 18:57:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
ponad stupa. Tam znajduje sie tabliczka ilustrujaca pamietne legendarne wydarzenie, kiedy to w tym wlasnie miejscu Budda napotkawszy glodujaca tyrysice z malymi, oddal jej na pozarcie swoje wlasne cialo. Poza tabliczka znajduje sie tu tez sporty kompleks klasztorny, powiewaja kolorowe flagi modlitewne, a nastoletni nowicjusze w swoich bordowych szatach graja w krykieta.
Stad wedrujemy dalej drozka prowadzaca przez tarasowe wzgorza i niewielkie wioski w strone Panauti. Panauti to urocza miejscowosc, w ktorej siedem lat temu bylam na miedzynarodowym obozie jako wolontariuszka - moje pierwsze spotkanie z Nepalem. To tu wlasnie sfotografowalam siedzacego codziennie niezmiennie pod swiatynnym budynkiem sadhu w pomaranczowych szatach - zdjecie, ktore ukazalo sie pozniej na okladce "Poznaj Swiata". Dzis docieramy do Panauti juz po zmroku, bo okazalo sie, ze to spory kawal drogi. Przy swiatyni nad rzeka, na skraju miasteczka znajdujemy plaski kawalek przyjemnej trawy pod namiot.
25 maj 2003
Blady swit. Musi byc jakas szosta rano, a mloze wczesniej. Slyszymy rozlegajace sie sprzed swiatynnego kompleksu po drugiej stronie rzeczki hinduistyczne zawodzenia przy akompaniamencie tradycyjnych instrumentow. Dokladnie takie, jakie pamietam sprzed siedmiu lat, bo tez nie dawaly nam rano spac. Kiedy za jakis czas przechodze sie w tamta strone, dalej spiewaja. Sami mezczyzni, ubrani w tradycyjne, proste, nepalskie stroje. A pod znajomym budynkiem... w dalszym ciagu siedzi sadhu. Znajomy sadhu? Tak mi sie, przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje. Ale oni wszyscy sa tacy podobni - pomaranczowa szata, dlugie, dredowate wlosy, broda. Sadhu zapraszajacym gestem daje mi znac, aby sie przysiasc. Bez pospiechu napycha marihuana swoja fajeczke, zaciaga sie, po czym przekazuje zgromadzonym (wlasnie zrobili sobie przerwe w spiewaniu). Widzac, ze nie pale, czestuje mnie herbata.
Potem, kiedy wynurza sie z namiotu Chopin, przyprowadzam go tutaj, zapoznaje
...
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























