12 kwiecien 2003
Dzis juz naprawde czas sie stad ruszyc, wiec kiedy po przejsciu paru kilometrow i dluzszym czekaniu nie udaje nam sie zlapac stopa, dajemy za wygrana i lapiemy przejezdzajaca mini ciezarowke-busik jadaca niespiesznie pod sama granice w Boten. Niespiesznie, bo kierowca zatrzymuje sie nagle w jednej wiosce w polowie drogi, zbiera od pasazerow pieniadze za przejazd, po czym przed przydrozna chata dokonuje nimi jakis transakcji. Wkrotce potam laduje na pokladzie ciezarowki worek ze swiezoupolowanym jelonkiem. Kierowca zatrzymuje sie tez, aby kupic od wedrujaca droga chlopcow wracajacych z polowu kilka niewielkich rybek, potem jeszcze pare razy zalatwiaja w roznych miescach jakies swoje interesy. Ale tu nikt sie nie niecierpliwi. Wazne, ze w koncu dojada, poza tym i tak nie maja innego wyboru.<br /> W przygranicznej wiosce Boten chcemy wydac ostatnie laotanskie Kipy, ale nie jest to proste, bo trafiamy na jakis leniwy czas, gdzie wiekszosc sklepikow i restauracyjek jest otwarta, ale albo nikogo nie ma, albo nikomu nie chce sie obslugiwac. W koncu jedna dziewczyna sprzedaje nam po zawyzonej cenie dwie butelki importowanego z Tajlandi mleka sojowego. Znajdujemy kogos, kto wbija nam pieczatke wyjazdowa i wedrujemy kilometr pieszo do miejsca, gdzie zaczynaja sie Chiny.
Chiny 2



Kinga2005-07-01 18:54:46
Wyświetlono razy (ostatnio: )
/> - Oczywiscie, ze jest! - oburza sie chinski policjant i za pomoca mlodego nauczyciela, ktory mowi po angielksu tlumaczy, ze Tybet jest specjalna czescia Chin i nie mozemy tak po prostu wjechac.
- Co wiec mozemy zrobic?
W biurze w Zhongdien (dwa dni drogi stad) jest specjalna procedura. Tam sie musimy wrocic. Nie mowimy policjantowi, ze bylismy juz w tym wlasnie biurze ze szczerymi checiami postepowania zgodnie z oficjalna procedura. Nasi kierowcy sa rozczarowani. Mowia, ze nie wiedzieli, ze sa tu pierwszy raz. My zgodnie z prawda mowimy, ze my tez tu pierwszy raz i niech sie nie przejmuja, to nie ich wina. Zabieramy plecaki z samochodu, zyczymy im szczesliwej drogi i idziemy cos zjesc w przydroznej restauracyjce i zastanowic sie co dalej. Mozemy tylko w tej przed szlabanem.
Dzis rano jeszcze czytalismy e-mail od jednego Polaka, ktory wpadl na nasza strone i pisze, ze zazdrosci nam, ze jestesmy tacy wolni i nie musimy robic corocznych rozliczen podatkowych oraz podejmowac bzdurnych decyzji. Co do rozliczen podatkowych ma racje. Co do decyzji. No wlasnie... Opcji w tym momencie mamy kilka. Zawrocenie i odpuszczenie sobie Tybetu nie jest opcja, a kazda inna opcja niesie ze soba ryzyko kto wie czego - wiezienia, kary pienieznej, czy moze deportacji i naglego konca podrozy. Rozwazamy goraczkowo co bedzie senowniejsze - czy poczekanie do jutra i sprobowanie przekupienia lub przegadania policjanta (tylko rzecz w tym, ze nie jest sam)? Czy przeczekanie paru godzin i w srodku nocy przejscie, jesli sie uda wokol szlabanu? Czy tak, zeby wszyscy widzieli, zlapanie jutro ciezarowki, niby spowrotem, wysiascie pare kilometrow za wioska i obejscie jej szerokim lukiem - tyle ze to sporo przez gory. Tak... szczegolnie dzisiejszej nocy nie jestesmy wolni od podejmowania decyzji. Decydujemy sie na wariant nocny. Mowimy policjatowi, ze idziemy rozlozyc namiot poza wioska w naturze i ze jutro wracamy do Zhongdien. Ta pierwsza czesc jest prawda.
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























