16 marzec 2003
Odwiedzam z rana troche porozrzucanych po Chiang Saen ruin roznych swiatyn. Przy najwiekszej, wielowiekowej stupie stoja szczatki historycznej swiatyni, nad ktorymi postawiono nowy dach, w srodku postawiono nowy oltarz z posagiem Buddy, a wokol mieszkaja mnisi. Przechodzimy sie tez po rozleglym targu, kolo ktorego na chodniku przy glownej ulicy handluja kolorowo poubierane kobiety z gorskich plemioon. Tuz przed poludniem ruszamy prosto do Chinag Khong, gdzie chcemy przekroczyc granice. Kilkoma stopami pokonujemy te 50 km., troche wzdluz Mekongu, trcohe przez gory. Niewielkie miastecznko Chiang Khong jest dosc turystyczne, bo jest to jedno z niewielu miedzynarodowych przejsc granicznych. Wiekszosc hotelikow i goscincow sprzedaje bilety na przeplyniecie lodzia stad (tzn. z laotanskiej strony) prosto do Luang Prabang. Usilujemy dowiedziec sie, czy oprocz rzeki jest tez droga., ale nie jest to prosta sprawa. Niektorzy mowia, ze nie ma, inni ze jest, tylklo w tak beznadziejnuym stanie, ze lepiej nia nie jechac, jeszcze inni, ze jest niebezpiecznie. Ogladamy kilka map. Tez kazda mowi troche co innego. Zobaczymy co powiedza w Laosie.
Laos



Kinga2005-07-01 18:52:03
Wyświetlono razy (ostatnio: )
muzyka, przed jedna z restauracyjek odbywa sie karaoke. Jemy kolacje u kolejnego Chinczyka, gdzie graja w chinskie domino na pieniadze i pytamy, czy jest tu jakas swiatynia. Najpierw mowia, ze nie ma, potem pokazuja na wzgorze. Na zboczu, tuz ponad chatkami stoi opuszczony budynek - przypominajaca prosta chate swiatynka, zamknieta na klodke. Obok opuszczona mnisia chatka. W kazdym razie jest kawalek plaskiego terenu, wiec rozstawiamy tu namiot.
20 marzec 2003
Wokol swiatynki, obok ktorej spalismy nie ma bierzacej wody, a w przyswiatynnej toalecie stoi wielka pusta beczka. Chopin spedza wiec poranek konstruujac z grubych bambusow system rynien, tak aby sciekajaca z dachu podczas deszczu woda napelniala beczke. Uprzata przy okazji podworko oraz mnisia chatke, ale nie jest to jednak miejsce, gdzie chcialby zostac. Moze Luang Prabang, historyczne, choc pewnie turystyczne miasteczko z wieloma swiatyniami. Pojedzmy. Zatrzymuje nam sie nawet niewielka ciezarowka i na pace podwozi parenascie kilometrow. Tam w jakiejs przydroznej wiosce utykamy. Najpierw nic nie jedzie, a potem nie wiadomo skad nadchodi nagle potezna ulewa. Kobieta z jednej chatki zaprasza nas do schronienia sie pod jej dachem przed domem. Stamtad obserwujemy przewalajaca sie nad okolica burza z grzmotami i nawet gradem, ale w przeciagu pol godziny nadciaga, przechodzi i znika za gorami, i znowu swieci upalne slonce. Dalej nic sensownego droga nie nadjezdza, wiec lapiemy ciezarowke-autobus prosto do Luang Prabang. Prosto, tzn. do miejsca pare kilometrow przed miasteczkiem, w ktorym zatrzymuja sie autobusy i skad zabieraja ludzi do centrum "tuk-tuki" po absurdalnie zawyzonych cenach. Domyslamy sie (co potwierdza potem gosc z informacji turystycznej), ze powodem, dla ktorego stacja autobusowa jest poza miastem, jest to, aby mogli zarobic kierowcy "tuk-tukow". Kolejna laotanska glupota. Bojkotujemy "tuk-tuki" i wedrujemy pieszo. O dziwo zatrzymuje nam sie po drodze czlowiek, ktory podrzuca
...
Zobacz zdjęcia:
Laos
Laos - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















