24 luty 2003
Zegnamy sie ze swiatynia, odbieramy z konsulatu nasze paszporty ze swiezymi tajskimi wizami, zegnamy sie z wyspa Penang, a wkrotce potem, szybciej niz sie spodziewalismy, z Malezja. Bylo milo. Ciekawa, warta zobaczenia mieszanka trzech, pokojowo wspolistniejacych kultur. Teraz dwaj malezyjscy Chinczycy przewoza nas przez granice do pierwszego wiekszego miasta w Tajlandi - Hat Yai. W Malezji wszyscy mowili lepiej lub gorzej (przewaznie calkiem niezle) po angielsku. W Hat Yai, w wegetarianskiej restauracji, do jakiej trafiamy, kobieta nie mowi po angielsku, wiec dogadujemy sie... po chinsku. Serwuja smaczne, chinskie potrawy, podobne do tych jakie pamietamy z buddyjskich restauracji na Tajwanie, tyle ze tutaj z tajskim akcentem, czyli ostrzej. Jest tez typowo lokalne kokosowe curry.
Z Hat Yai lapiemy kolejnego stopa, tym razem juz prosto do Krabi na zachodnim wybrzezu. Podobno bardzo malownicza okolice z wyspami-gorami wystajacymi pionowo z morza zobaczymy juz jutro, bo dojezdzamy po ciemku. Rozbijamy namiot przy buddyjskiej swiatyni. Tylko... nie moge zasnac, bo swedza mnie okrutnie krostki, ktore wyskoczyly mi na rekach i nogach. Wygladaja troche jak od ukaszen komara, czy pchly. Myslelismy, ze to moze od malych czarnych robaczkow, ktorych pelno bylo w dormitorium w Kuala Lumpur, ale chyba to jakies uczulenie, bo pojawia mi sie ni z tego ni z owego coraz wiecej
Tajlandia 2



Kinga2005-07-01 18:50:46
Wyświetlono razy (ostatnio: )
z niego maczety. Tu tez zaproszeni jestesmy na lunch, ktory jemy z kadra obozu, czyli lekarzami i zolnierzami. Po poludniu zegnamy sie z plemieniem Karen i jeden pickup zabiera nas z powrotem przez gory do glownej drogi, gdzie po pewnym czasie lapiemy stopa do Mae Hong Son, gdzie zostajemy na noc. Wybieramy jedna ze swiatyn - Wat Kam Kor i kiedy zwyczajowo pytamy o mozliwosc rozstawienia namiotu, mowia nam, ze nie ma potrzeby. W glownym pomieszczeniu swiatni, wokol ozdobnego oltarza rozlozone sa maty z rzedami kocy i poduszek. Oczekuja jutro tlumu ludzi z Bangkoku, bo bedzie w tej okolicy krolowa, czy tez siostra krola, a Tajowie ubostwiaja swoja krolewska rodzine. W kazdym raize, dzis mamy cala swiatynie dla siebie, w dodatku z bardzo przyjemnymi lazienkami z prawdziwym prysznicem - co nieczesto sie zdarza, bo typowa tajska kapiel to polewanie sie woda z beczki czy wiekszego zbiornika za pomoca mniejszego naczynka.
13 marzec 2003
Dzis wybieramy sie zobaczyc to, co chcialam zobaczyc od dawna - plemie Dlugoszyich Karen. Zostawiamy plecaki w swiatyni poza miasteczkiem tuz przed miejscem, gdzie droga odbija do wioski Ban Nan Soi, gdzie mieszkaja Dlugoszeje. Jest to podobno bardzo turystyczne miejsce, ale akurat teraz przez dluzszy czas nic nie przejezdza oprocz kilku turystow i lokalnych na motorach, wiec wedrujemy pare kilometrow pieszo. A wioska oddalona jest o 15 km. W koncu cos nas zabiera i wkrotce zostajemy wysadzeni przed wjazdem do wioski, gdzie stoi budka pobierajaca oplate za wstep do wioski. Komercja - ale co zrobic?
Cale plemie to uchodzcy z pobliskiej Birmy, gdzie wiele gorskich plemion cierpi przesladowania przez militarny rzad. Tu zyja dosyc spokojnie. Nie wiadomo, czy tradycja noszenia przez kobiety wydluzajacych szyje obreczy by nie zanikla, gdyby nie zauwazyly, ze interesuja sie nimi turysci i ze moga wyzyc z samego tylko pozowania do zdjec. Teraz, kiedy zostalo to uregulowane jedna oplata wejsciowa, kobiety chetnie pozuja
...
Zobacz zdjęcia:
Tajlandia
Tajlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:














































